Archiwa kategorii: PERFUMELLA POLECA

5 sposobów na ułatwienie sobie zakupów perfum w internecie

zapach pieniędzyKażdy z nas nie lubi przepłacać. Uwielbiamy promocje, rabaty i różne wszelkie zniżki zbliżające nas do kupna upragnionych perfum.

Ponadto chcemy sprawnie poruszać się po uniwersum zapachów więc przygotowałam specjalny post: 5 niezawodnych sposobów na łatwiejsze zaopatrywanie się w perfumy w internecie.

Czytaj dalej

25 lat AMWAY POLSKA (fotorelacja z eventu w Warszawie)

Klimatyczne miejsce, nowe znajomości, pyszna kawa,  błysk fleszy, długie rozmowy o ekskluzywnych rzeczach…

Gdzie spędziłam niedzielne popołudnie?

Czytaj dalej

Jakich perfum użyłabym na galę Oscary 2018?

Lubię oglądać galę Oscarów; wytworne stroje i makijaże. Przepych. Doskonałość. Ta maskarada próżności powoduje, że chciałabym tam być, przez kilka chwil być jak oni: uśmiechać się i pięknie wyglądać. Nie żałowałabym sobie wtedy perfum, byłabym w stanie zużyć połowę flakonu, by podkreślić styl. Oto Top 3 zapachy na Oscary 2018 (z mojej kolekcji).

Czytaj dalej

Top 5: Które kosmetyki AMWAY zużywam do końca?

Zauważyłam, że bardzo lubicie czytać recenzje kosmetyków firmy Amway dlatego postanowiłam zamieścić spis tych, które zużywam do samego końca i/lub sięgam po kolejne opakowanie. W tym wpisie przypomnę też linki do wybranych opisów a zarazem najczęściej odwiedzanych.

Czytaj dalej

Jak pachną i gdzie kupić różowe perfumy w kształcie żarówki WATT by Cofinluxe?

Kochani, a jeśli Was zapytam, czy znacie firmę Cofinluxe? Nie? Rozpoznajecie markę Salvador Dali i charakterystyczne flakony – usta lub Andy Warhol z wizerunkiem Marilyn Monroe? Tak? Cofinluxe od 1976 roku tworzy (również na licencji) niezapomniane kompozycje i kreuje unikalne buteleczki, czasem przypominające rzeczy użytkowe. Wybaczcie, że ten post będzie obszerny, ale mam swoje powody, by takim go Wam przedstawić.

Moje pierwsze w życiu perfumy z tej firmy – WATT (różowe) poznałam w październiku 1996 roku (w 1993 wprowadzono na rynek francuski) i była to miłość od pierwszego powąchania. Pracowałam wtedy w prywatnej perfumerii / drogerii (obecnie już nie istnieje, nie wytrzymała presji sieciówek), szefowa jeździła po nie do Paryża, jeszcze 20 lat temu kosztowały ponad 100zł i bez wątpienia był to produkt luksusowy.

Podczas swojej pierwszej pracy z perfumami miałam okazję poznać takie tytuły jak So..?, Exclamation czarno – białe i niebiesko – białe z tzw. wykrzyknikiem, Vanilla Fields czy Baroque niezapomnianej marki Yardley. Z zapachem Watt wiążą się wspaniałe wspomnienia, byłam wtedy spontaniczną i wesołą nastolatką a zdecydowałam się używać poważnego jak mi się wtedy wydawało pachnidła.

Na przełomie tylu lat, posiłkując się wydarzeniami z przeszłości, powracając co pewien czas to Watt, muszę stwierdzić, że zapach stracił nieco na autentyczności, jest bardziej rozcieńczony, ta jaśminowo – brzoskwiniowa nuta charakterystyczna dla tamtego czasu została przytłumiona, już nie jest tak wyrazista.

Flakon wody toaletowej Watt przypomina żarówkę – symbol światła, zaś jego zawartość jest pełna blasku, rozjaśnia ciemność, rozmywa przeciętność, poprawia nastrój, przywraca radość.

Pomimo „rozcieńczenia” składników odbieram go tak samo jak dawniej (tak tak jakby przez różowe okulary), kojarzy mi się z bogatą kobietą, mieszkającą w piętrowym domu o białych ścianach, na których widzą arcydzieła malarstwa w złotych ramach. Owa kobieta jest elegancka, ale woli przebywać w ogrodzie (chociażby do późnego wieczora) aniżeli wpatrywać się w dzieła sztuki. Dlatego perfumy Watt są nieco oldschoolowe, bo mydlane i kremowe, z nutą nowoczesności a mowa tu o kwiatowej świeżości połączonej z dojrzałością owoców.

Na samym początku czuję intensywny aromat dojrzałej, pulchnej moreli, kwiatu i owocu brzoskwini, narkotycznego jaśminu – to pierwsza faza zapachu – jest najładniejsza i najbardziej zapada w pamięci, co więcej zgodna z aktualnie panującymi trendami, później do głosu dochodzi rumianek i tu zaczyna się „zabawa”. Na szczęście nie zawarto go w duecie z jakimś mocnym składnikiem, bo inaczej byłby jeszcze bardziej mydlany i ziołowy na zmianę, choć i tak momentami przypomina mi Coty L`aimant. Niemniej jednak opisywana kompozycja jest godna uwagi, flakon ładnie prezentuje się na półce sam, niknie wśród innych, bo dziś wygląda jak odpowiednik jakiegoś znanego, niestety.

W latach 90tych, kiedy zapachy mydlano – kremowe triumfowały i gdyby różowy Watt byłby w Polsce na ogół dostępny (tak jak pamiętny Indian Summer czy Wild Wind), zrobiłby furorę. Teraz warto po niego sięgnąć, jeśli marzy nam się typowo kwiatowa kompozycja, chcemy mieć w kolekcji coś z klasyki, zbieramy niebanalne flakoniki, albo po prostu potrzebujemy czegoś eleganckiego, subtelniejszego na cieplejsze pory roku.

Nie ma w nim znienawidzonej przez niektóre osoby słodyczy, ciężkiego orientu; zapach podobnie jak buteleczka, jest synonimem światła, nowego dnia, delikatności, urokliwych chwil. W dzień czuję mocniej brzoskwinię i morelę z rumiankiem, natomiast wieczorem, kiedy siedzę na działkowym tarasie, do moich nozdrzy dochodzą falami akordy jaśminu. Znajomi twierdzą, że Watt ciągnie się za mną niczym ogon i jestem zakryta woalką zapachu, osobiście czuję go tylko na ubraniu.

Watt pink jest zapachem łatwym do rozszyfrowania, nie będę owijać w bawełnę, nie kryje w sobie unikalnych nut; polecam i używam go zwłaszcza podczas upalnego dnia, dziękując za zmysłowość jaką obdarza moją skórę. Wciąż jest cudowny, stara miłość nie rdzewieje.

Chcę namówić Was do fajnego eksperymentu. Odlejcie odrobinę perfum Watt do fiolki i wstawcie na godzinę do lodówki a następnie użyjcie wieczorem (musi być upał) i porównajcie z normalnym zastosowaniem. Jak myślicie, czy schłodzony zapach ciekawiej zabrzmi na skórze czy ten prosto z buteleczki? Orzeźwienie gwarantowane. Czekam na Wasze opinie.

Obecnie różowa woda Watt by Cofinluxe jest łatwiej dostępna niż w latach 90tych. Kupiłam ją w perfumerii internetowej iperfumy.pl – trafiłam akurat na promocję, także można się zmieścić w granicach 50zł. Raczej nie znajdziecie jej w prywatnych drogeriach czy supermarketach.

Essentials by Artistry (recenzja kosmetyków do pielęgnacji twarzy)

PIĘKNA SKÓRA W 3 MINUTY

Większość z nas żyje w szybkim tempie, dużo pracuje, mało odpoczywa, od produktów kosmetycznych oczekuje naturalnego składu, natychmiastowych i długofalowych rezultatów. Marka ARTISTRY zachęca do „gry w zielone” – w szybką i efektywną pielęgnację.

Miło mi zaprezentować Wam nową, zieloną serię essentials by ARTISTRY do twarzy, stworzoną ze składników pozyskanych z naturalnych źródeł. Natura najlepiej podpowiada jak skutecznie dbać o siebie a pielęgnacja wcale nie musi długo trwać.

DWA GESTY PIELĘGNACYJNE WEDŁUG ARTISTRY

1) oczyszczanie – jednorazowe chusteczki do demakijażu z odświeżająco – nawilżającą witaminą E i łagodzącym podrażnienia rumiankiem; i/lub żel do mycia twarzy posiadający delikatną formułę na bazie ogórka, aloesu i aceroli NUTRILITE (z bogatą zawartością witaminy C).

2) nawilżanie skóry tłustej i normalnej/suchej – lekki balsam na bazie wody, zawierający acerolę, rumianek i wyciąg z Perilli; lub krem nawilżający dedykowany skórze normalnej i suchej, którego podstawowymi ingredientami są niebieski lotos, olej macadamia, acerola.

TO JAK WYGLĄDASZ ZALEŻY OD…

Jesteś tym, co jesz a wyglądasz, tak jak (się) pielęgnujesz. Pomyślcie, to jak traktujecie siebie – swoją skórę będzie miało wielki wpływ na jej kondycję w późniejszych latach. Warto dbać o siebie, z rozumem, miłością i z pomocą dobrych kosmetyków. Spośród wyżej wymienionych produktów, najbardziej przypadł mi do gustu żel oczyszczający i krem nawilżający.

ŻEL OCZYSZCZAJĄCY ESSENTIALS BY ARTISTRY I JEGO ZALETY

Jeśli chodzi o żele do mycia twarzy, nie jestem ostrożna, często je zmieniam, stanowią dla mnie podstawę w wiosennej i porannej pielęgnacji. Żel essentials by ARTISTRY przypadł mi do gustu ze względu na prawdziwie wiosenny owocowo – kwiatowy zapach, skuteczność w usuwaniu resztek makijażu i wydajność.

Posiada delikatną, przezroczystą, lepką konsystencję (zawiera sorbitol), dobrze się pieni (pod warunkiem, że użyjemy niewielką ilość) i łatwo spłukuje. Pozostawia wrażenie świeżości, skóra jest dokładnie oczyszczona, lekko ściągnięta (w związku z czym poleciłabym go bardziej do cery normalnej, mieszanej i tłustej), gdyż nadmiar sebum zostaje usunięty. Pozwala na wykonanie masażu, poprawiając ukrwienie i niwelując zmęczenie.

Myślę, że również panom spodoba się ten żel, ponieważ kontroluje poziom substancji tłuszczowych, zmniejsza nadmierne świecenie się skóry, jest łatwy i wygodny w stosowaniu, lekko chłodzi i koi.

KREM NAWILŻAJĄCY ESSENTIALS BY ARTISTRY I SKŁADNIKI AKTYWNE

Krem nawilżający essentials by ARTISTRY o bogatej konsystencji jest niczym balsam dla skóry suchej, spierzchniętej, zszarzałej, pozbawionej witalności. Ukryto go w tubie z dozownikiem, dzięki czemu aplikacja jest higieniczna.

Formuła bezzapachowa, aksamitna, okluzyjna (tworzy na powierzchni skóry barierę ochronną, ale pozbawioną tłustego, lepkiego efektu), ciężkawa, szybko nie wsiąka a takie kremy lubię najbardziej, wówczas czuję się komfortowo przez cały dzień, skóra jest miękka, przyjemna w dotyku.

Przy uprzednio wypilingowanej skórze (robię to co 2 – 3 dni) krem wałkuje się, przyjemnie odświeża, co rzadko zdarza się przy preparatach do skóry suchej. Nasycony wyciągiem z niebieskiego lotosu, olejkiem makadamia i witaminami pochodzącymi z aceroli, poprawia równowagę skóry, zapobiega utlenianiu, działa antyoksydacyjnie.

UNIWERSALNE ROZWIĄZANIA ISTNIEJĄ

Opisane produkty są uniwersalne, dla każdego wieku; dedykowane osobom, które cenią wygodę, chcą szybkiego nawilżającego i/lub matującego efektu i witaminowego zastrzyku pielęgnacyjnego. I jak zapewnia ARTISTRY tylko dwa proste kroki w trzy minuty wystarczą, aby skóra nieustannie była idealnie oczyszczona, świeża, zadbana. Polecam niniejsze kosmetyki, gdyż są znakomitą odpowiedzią na potrzeby życia w intensywnym tempie, które narzuca własne kanony.

GDZIE KUPIĆ KOSMETYKI ARTISTRY ESSENTIALS?

Gdzie kupić kosmetyki essentials by ARTISTRY? Na oficjalnej stronie internetowej www.Amway.pl. Zajrzyjcie pod ten link, by przy okazji zaczerpnąć więcej informacji na temat wszystkich preparatów essentials by ARTISTRY.

 

Jak przygotowuję się na wielkie wyjście?

Swego czasu na blogu pisałam, że ścianka jest kwintesencją każdego eventu, więc aby dobrze na niej wypaść i atrakcyjnie prezentować się przed obiektywem bezlitosnego aparatu, warto o siebie zadbać (zresztą tak jak przed każdym innym wielkim wyjściem). Jak przygotowuję się na wielkie wyjście? Zapraszam do przeczytania niniejszego postu.

Jeśli chodzi o outfit, to obmyślam go dzień przed. Znam na tyle swoje ubrania, że wiem co i do czego pasuje. Kwestia dostosowania się do obowiązującego dress codu. Na kosmetyczne i perfumowe spotkania zazwyczaj zakładam spodnie, np. jeansy i szpilki, do tego małą kopertówkę i zwykłą, minimalistyczną bluzkę. Nic szczególnego, ale wygodnie się szuję w takim stroju i jest bezpieczny. Na nieco inne wyjścia zakładam sukienkę i wyrazistszą biżuterię, pozostając „w temacie” szpilek. Takie buty powinna mieć w szafie każda kobieta. Również dzień przed idę na manicure lub wykonuję go sama (np. wybierając lakier do paznokci o wysokim połysku Sephora Enchanted Island – na zdjęciu poniżej; posiada szeroki pędzelek i wystarczy mi jedna warstwa nałożona na bazę). Rzadko odcień lakieru do paznokci pasuje mi do szminki, lubię kontrasty, zgrane makijażowe duety nie są już przecież obowiązkowe.

Rano, w dniu eventu biorę prysznic, z użyciem zmysłowego, słodkiego, owocowego, musującego żelu, np. Sephora Monoi Fever pachnącego skórką pomarańczową, kokosem i tytułowym olejkiem monoi z gardenii z Tahiti. Doskonale oczyszcza ciało, dobrze się pieni, łatwo się spłukuje, nie powodując przesuszenia skóry, dodaje energii na resztę dnia, poprawia nastrój na długo. Słońce w domu, relaks dla ciała, dla duszy i oczu – w 2017 odświeżono opakowania całej linii, dekorując je!

O moje wargi dba cukrowy piling do ust w sztyfcie (tak jak pomadka ochronna) Sephora Honey z miodem, usuwa zrogowaciały naskórek, wygładza i nawilża, likwiduje zadzierające się suche skórki, optycznie upiększa usta. Zawiera w sobie mikro-granulki pilingująco – masujące, poprawiające ukrwienie. „Smakuje” dobrze, chciałoby się coś takiego zjeść, dosłownie! Po całkowitym rozmasowaniu granulek, na wargach wciąż trwa delikatny film ochronny, nawilżająco – regenerujący, drobne pęknięcia znikają.

Następnie po odpowiednim nawilżeniu i zregenerowaniu skóry twarzy, np. maseczką ryżową marki SKIN FOOD i kremem FILORGA NCTF – REVERSE (ku walce ze starzeniem komórkowym) zawierającym m.in. działające naprawczo masło shea i posiadającym gładką, komfortową konsystencję; przystępuję do wykonania makijażu.

Najpierw nakładam wygładzającą, maskującą pory, optycznie niwelującą zmarszczki, wyrównującą koloryt i zwiększającą trwałość makeupu bazę SMASHBOX Primer Radiance z nawilżająco – napinającym kwasem hialuronowym, szybko „zastyga”, tworząc subtelnie rozświetlająco – matowy i gładki film na skórze (myślę, że osoby mające skórę tłustą szczególnie polubią ten kosmetyk). Dzięki bursztynowo – brązowym drobinkom i odbijającym światło perełkom fajnie zmienia barwę cieni do powiek w kremie, nadając całości trójwymiarowy efekt i blask zachodzącego słońca (polecam koniecznie ten patent wypróbować!). Można niniejszy kosmetyk wykorzystać na różne inne sposoby, zmieszać ze zbyt jasnym podkładem, nakładać ją na podkład w wybrane miejsca (jako rozświetlacz) lub stosować samodzielnie – na dzienny krem, ewentualnie nieco przyprószyć sypkim pudrem, nałożona na nawilżone wargi w mig tworzy wieczorowy makijaż ust, podkreśla opaleniznę dekoltu.

Potem sięgam po ulubiony fluid i wybieram puder matujący (aplikuję na środek czoła, nos i pod policzkami). Perłowy rozświetlacz stosuję w kremie lub w sztyfcie, np. Sephora Luminizer To Go nr 1 Miss Sparkling (na zdjęciu powyżej) o zapachu czekolady (wymaga precyzji nakładania) a jeżeli mam mniej czasu – w kamieniu. Odrobinę podkładu aplikuję na usta, później (nietypowo, w odwrotnej kolejności) stosuję błyszczyk powiększający usta, np. Too Faced w jasnym, delikatnym odcieniu Angel Kisses, aby nie kolidował z nałożoną na niego kryjącą, dobrze napigmentowaną i długotrwałą, półmatową pomadką w płynie, np. Marc Jacobs Le Marc nr 458 Slow Burn (na zdjęciu powyżej).

Może zabrzmi to dziwnie i mało odkrywczo z mojej strony, ale długotrwałość szminek w dzisiejszych czasach w porównaniu z np. latami 90tymi, wiąże się z „wpijaniem” produktu w skórę, co sprawia, że powierzchnia jest gładka, matowa i bez obaw nie musimy zaglądać co chwilę do lusterka. Na przestrzeni tylu lat widzę ogromny postęp.

Na zakończenie sięgam po perfumy. Kieruję się nastrojem, okazją, ubiorem. Wiosną i latem chętnie wybieram perfumy świeże, owocowe, takie egzotyczne, tropikalne, np. TOUS Bonjour Senorita EDT, niosące smakowity powiew słodyczy. W składzie zapachu odnajduję świeży akord bergamotki, słodkiego mango, ciasteczka malina macaron, wyśmienity smak mleczka kokosowego (tak, smak, oczami duszy i wyobraźnią zapach perfum trzeba „smakować”!), guavę i jaśminową herbatę. Dopełnieniem a jednocześnie bazą kompozycji, wpływającą na trwałość Bonjur Senorita jest tropikalne drewno, paczula i wanilia. Dostępne tylko w Sephorze.

Inną propozycją, dostępną również na wyłączność perfumerii Sephora jest piękna linia wód perfumowanych projektanta Masakiego Matsushimy. Na blogu opisywałam dla Was m.in. klasyczne perfumy Masaki / Masaki, Tokyo Smile i Snowing Rose. Moim ulubionym ze wszystkich pachnideł Masakiego od wielu lat jest Masaki / Masaki.

Jak widzicie po opisach nie stosuję długich gorących kąpieli, powodujących wzrost ciśnienia i nadmierne przesuszanie skóry. W pielęgnacji lubię minimalizm idący w parze z wysoką jakością i skutecznością działania (w moim rozumieniu, w zależności od potrzeb), zaś w makijażu cenię rozświetlenie w połączeniu z matem, wyraziste usta i / lub mocno podkreślone oczy, np. wodoodpornym eyelinerem Sephora Stylographic Dramatic Line, umożliwiającym rysować cienkie i grube kreski na powiece (na zdjęciu zbiorczym powyżej). Wszystkie opisywane i prezentowane kosmetyki  i perfumy do nabycia w perfumeriach Sephora.pl.

A Wy jak przygotowujecie się do wielkiego wyjścia?

Dajcie znać w komentarzach, a jeśli spodobał się Wam ten wpis, udostępniajcie dalej swoim znajomym!!

NEBU MILANO tusz do rzęs 301 VOLUME TO THE MAX (bardzo dużo zdjęć!)

LUKSUS DOSTĘPNY OD ZARAZ…

Mediolan bez wątpienia zawsze będzie kojarzyć mi się z przepychem, najnowszymi trendami w modzie i kosmetyce, z celebracją chwili i życia. Włoska marka makijażowa NEBU MILANO podążając utartymi ścieżkami sukcesu i kreując nowoczesne formuły proponuje nam luksusowy tusz do rzęs nr 301 Volume To The Max (wersja GOLD, Diamond Lashes) w intensywnej czerni.

KTO JEST AMBASADORKĄ KOSMETYKÓW NEBU MILANO?

Na moim blogu mieliście sposobność zobaczyć fotorelację z premiery najnowszej linii złożonej m.in. z czterokolorowych paletek cieni do powiek i tuszu. Ambasadorką od początku istnienia NEBU MILANO jest Tamara Gee – amerykańska wokalistka znana z takich hitów jak Hidden Treassure (mój ulubiony) i For Life.

CO SYMBOLIZUJE LINIA DIAMOND LASHES?

Diament symbolizuje światło, niezmienność, doskonałość, niewinność, niezachwianą wiarę, radość, życie, czystość. To kolor lodu, kryształ światła, to energia o wysokiej częstotliwości rozproszona w migającym blasku światła. Zatem linia Diamond Lashes to ekstremalne i intensywne pogrubienie rzęs dające efekt nieskończonego piękna i czegoś poza nim… domyślam się, że chodzi o magię…

DOBRY TUSZ DO RZĘS TO JAKI?

Jaka mascara jest najlepsza? To zależy od naszych indywidualnych potrzeb, upodobań i wymagań. Moim zdaniem nie może sklejać, obciążać rzęs i sprzyjać ich wypadaniu. Musi podkreślać kolor tęczówki, odświeżać spojrzenie i dodawać zmysłowego blasku, tajemniczości. Jeżeli do tego ma właściwości wzmacniające to pretenduje do miana idealnej. Czy tusz NEBU MILANO sprostał moim wymaganiom?

Tusz 301 Volume To The Max zapakowano w złoty, połyskujący kartonik, na którym widnieje logo marki, nazwa linii, składniki, właściwości. Opływowe opakowanie produktu przyciąga wzrok, przypomina drogocenny klejnot, wykonano je z metalicznego, błyszczącego tworzywa, w złotym kolorze; rozmiar jest pokaźny, ale wygodnie leży w dłoni i daje wrażenie luksusowego kosmetyku (takim właśnie jest). Łatwo o zarysowanie, zadrapanie powierzchni, ale odpowiednio przechowywany zachowa estetyczny wygląd do ostatniego użycia. Uchwyt szczoteczki ozdobiono prawdziwym kryształkiem Swarovskiego.

Czy ktoś z Was zwraca uwagę jak pachnie tusz do rzęs? Zapach niniejszego tuszu jest świeżo – ziemisty, kiedy tusz tak pachnie (a nie jak najlepsze perfumy na świecie) to według mnie rokuje na świetną jakość i trwałość. Szczoteczka niniejszego tuszu jest dosyć szeroka i długa, włoski regularnie zachodzą na siebie, kształt tradycyjny; nabiera odpowiednią ilość kosmetyku, nadmiar produktu nie zbiera się na końcówkach szczoteczki, konsystencja nie jest gęsta a kremowa, dzięki czemu unikniemy powstawania grudek i sklejania rzęs. Aplikacja nie przynosi problemów, tusz szybko wysycha na rzęsach, po upływie nawet 10 godzin nie kruszy się, nie blaknie, nie obciąża rzęs. Odporność na mimowolne pocieranie palcami w miarę upływu godzin spada, rozmazuje się pod wpływem bezlitosnych łez, nie jest wodoodporny.

SKŁADNIKI AKTYWNE

W składzie tuszu od NEBU MILANO znajdują się m.in. naturalny wosk pozyskiwany z kopernicji – zwiększa lepkość czyli przyleganie tuszu do poszczególnej rzęsy; następnie tworzący wyczuwalną i wyraźną warstwę wosk pszczeli, wygładzające i kondycjonujące polimery, kolagen działający stymulująco i zagęszczająco.

DŁUGIE RZĘSY DODAJĄ KLASY I ODMŁADZAJĄ

Moje rzęsy są krótkie, aby uzyskać efekt jaki widzicie na poniższym zdjęciu czyli spore wydłużenie, nałożyłam aż trzy warstwy; nie mam co ukrywać, nie interesuje mnie delikatny efekt. Przy tak sporej dawce wymaga zmywania płynem dwufazowym. Coś za coś, ale ważne, że natychmiastowo dodaje wyrazistości spojrzeniu, optycznie niweluje zmęczenie, jedna warstwa naprawdę mi nie wystarcza (chyba, że zmuszają do tego okoliczności lub spieszę się do pracy), nie nakładam go zygzakowatym ruchem a normalnym, od dołu do góry i na boki, tworząc jakby skrzydła motyla; chcę żeby moje rzęsy były rozłożyste.

Marzyłam o bardzo długich rzęsach, sięgających aż po brwi a to nie do końca chyba mi się spełniło, widocznie musiałabym zmienić szczoteczkę, bo konsystencja jest naprawdę dobra i nie gęstnieje po dwóch tygodniach stosowania jak w przypadku innych tuszy, ewentualnie powinnam rysować zdecydowaną kreskę na górnej powiece i dodatkowo malować dolne rzęsy oraz przyklejać sztuczne kępki. Czy przesadzam z wymaganiami? Oceńcie sami patrząc na zdjęcia (czekam na Wasze komentarze!).

Miałam nadzieję, że mascara nie będzie sklejać rzęs przez co mogłyby być osłabione i zaczynać wypadać. Bez obaw, za każdym razem rzęsy są miękkie i sprężyste.

REKOMENDACJA

Jeśli chcecie mieć bardzo czarny makijaż rzęs lub wasze rzęsy są wymagające, bo długie, ale rzadkie, chcecie dodać im objętości, „otworzyć oko”, mocno pogrubić (za sprawą precyzyjnej aplikacji) a przy tym szukacie kosmetyku nie wywołującego alergii i łzawienia oczu, wzmacniającego, pięknie prezentującego się na toaletce – sięgnijcie po 301 Volume To The Max. Buduje rzęsy równomiernie, od nasady aż po same końce, unosi, pięknie definiuje, uwydatnia walory oczu (kształt, tęczówkę). Myślę, że równie dobrze sprawdzi się jeśli macie niesforne rzęsy (odstające w różne strony), szczoteczka dopasuje się do ich kształtu, kondycjonując je. Właścicielki dużych oczu na pewno zaprzyjaźnią się z tym produktem. Polecam!!

GDZIE KUPIĆ KOSMETYKI NEBU MILANO?

Mascarę NEBU MILANO kupiłam w Perfumerii Quality. Więcej informacji na temat marki oraz informacje o pozostałych produktach z ekskluzywnej linii makijażowej znajdziecie na oficjalnej stronie perfumeriaquality.pl, na blog.missala.pl i w mediach społecznościowych @nebumilano.