Archiwa kategorii: RECENZJE PERFUM

Najbardziej orientalne męskie perfumy Jacques Battini Selection

Czasem odnoszę wrażenie, że jedynie słodkie, pikantne, zdecydowane, tajemnicze perfumy piszą (w moich myślach) historie niesamowite. Świeże są przewidywalne, szybko odsłaniające swe oblicze choć niewątpliwie pobudzające do działania.

Czytaj dalej

Perpetual Black Pearl by Jeanne Arthes (recenzja perfum)

Jedną z najjaśniejszych i najbardziej subtelnych kart w Tarocie jest Gwiazda. Kryje się w niej mnóstwo wspaniałości, wrażliwości, delikatności.  Wskazuje na nasze talenty, dostrzeganie piękna świata, relacje z osobami, które nas otaczają, potrzebę zmian; na wszystko, co związane jest ze szczęściem… To wszystko kojarzy mi się z aromatem wody perfumowanej Perpetual Black Pearl (z ang. czarna perła wieczności) francuskiej marki Jeanne Arthes.

Czytaj dalej

Platinum Homme – nowy wymiar męskości według Jacques Battini (recenzja męskich perfum)

Firma Jacques Battini sezon letni 2017 rozpoczęła od ekscytującego i dynamicznego zapachu Platinum Homme.

Stworzono go z myślą o prawdziwych mężczyznach – odważnych, charyzmatycznych, ponad wszystko kochających wolność i niezależność, zdających się na swój instynkt, żyjących zgodnie ze swoimi przekonaniami i upodobaniami. Jakie nuty zapachowe w sobie kryje?

Czytaj dalej

Perfumy Allverne Coffee & Amber (recenzja)

Oto Ja – dama o wygórowanych ambicjach, ogromnym poczuciu własnej wartości i pewności siebie; zanika we mnie duchowość, tajemnica, harmonia, równowaga.

Uwielbiam wszystko co ziemskie a więc przyjęcia i grzeszki; odrzucam wszelkie granice, rzucam chłodne, ale obłędne spojrzenia. Nie interesuje mnie bycie zwykłą kobietą. Używam wody perfumowanej Allvernum Coffee & Amber

Czytaj dalej

Perfumy ALLVERNUM Lilly Of The Valley & Jasmine by ALLVERNE (recenzja)

MOJE SACRUM ALLVERNUM

Nie wierzę w to, co właśnie trzymam w ręku; byłam jedną z kilku osób, które wiedziały, że polska firma Allverne ma w planach produkcję debiutanckich perfum. Z utęsknieniem czekałam na premierę i nie przypuszczałam, że zostanie wylansowanych aż 4 jednocześnie: Coffe & Amber, Iris & Pachouli, Cherry Blossom & Musk i recenzowany w tym poście Lilly Of The Valley & Jasmine.

Natchnieniem do powstania kolekcji była światowa stolica perfum – francuskie miasto Grasse (stamtąd pochodzą wszystkie esencje zapachowe użyte w linii Allvernum).

Kartonikowe opakowania serii Allvernum zostały wykonane z gładkiego, matowego, zamszowo – gumowego papieru; prezentują się elegancko i estetycznie, dodatkowo ozdobione wizerunkiem kwiatów zawartych w poszczególnych kompozycjach. Na każdym kartoniku zawarto dokładny spis nut zapachowych, co jest niespotykane, firma nie ma przed nami tajemnic.

Kształt flakoników spodoba się minimalistom; nie zabierają wiele miejsca, swobodnie leżą w dłoni, jedno psiknięcie rozpyla dużą dawkę zapachu.

SKŁAD PERFUM ALLVERNUM

Pierwsza chwila z Lilly Of The Valley & Jasmine (z ang. Konwalia i Jaśmin) wita mnie świeżym energetycznym, chłodnym powiewem zielonych traw i ziół w połączeniu z wodnym lotosem i kruchą, kremową peonią.

Wyczuwam trawę cytrynową, aromat gałązek pomidora, słodycz arbuza, woń estragonu (przypominającego zapach natki pietruszki) – te wszystkie skojarzenia podsuwa mi wyobraźnia i nigdy by się tak nie stało, gdybym nie była zrelaksowana i gotowana na nowe doznania. Tej dynamiki nie przerywa a jedynie nieco łagodzi akcent wspomnianego lotosu i peoni, przygotowując mnie na nadejście królowej konwalii, jaśminu i róży.

Konwalia często pojawia się w propozycjach lekkich, zwiewnych, rekomendowanych na dzień, ale niedoceniana jest wieczorem, wówczas z jaśminem tworzą wspaniałą, upojną, słodką, zmysłową mieszankę. Róża oraz piżmo i drzewo cedrowe są tu barwnym tłem, bazą, aby konwalia i jaśmin miały szerokie pole do popisu – uwodzenia mnie. Odczuwam to tak, jakby te dwa kwiaty otaczały mnie upojną aurą, podążały za mną, zaś nuty ziołowo – cytrusowe przyczepione były do mojej skóry na stałe, „ułatwiały oddychanie”, koiły nerwy. Bywają wieczory, kiedy jestem w stanie uchwycić aromat drewna, balsamicznego, suchego, spalonego, słonawego, sosnowego.

PRZEBUDZENIE AURY

Perfumy Allvernum Lilly Of The Valley mają działanie antydepresyjne, odzwierciedlają niewinność, są niezwykle rześkie, symbolizują młodość, czystość i skromność; rozjaśniają myśli, wzmagają koncentrację, balansują energię, rozniecają duchowość. Dlatego najczęściej używam ich do relaksacji podczas „oczyszczania” czakr. Pozwalają mi odczuwać radość, zadowolenie z każdego dnia.

Moim zdaniem firma Allverne wnikliwie, „sercem” wsłuchała się w zapachowe potrzeby Polek i stworzyła kompozycję na miarę kobiety sukcesu, która potrafi znaleźć w ciągu dnia więcej niż 5 minut dla siebie. Mogę przysiąc, że oczaruje Was wyrazistość, witalność, zwiewność i bardzo dobra trwałość tego pachnidła, będziecie czuć się błogo, lecz wciąż przygotowane do działania, podejmowania istotnych decyzji.

Nie ma tu miejsca dla ciężkich, przytłaczających składników, powodujących niepewność, irytację a czasem nawet złość, jest za to miejsce dla inspirujących, pozytywnie nastrajających, bosko pachnących kwiatów, których nie sposób nie zauważyć.

Allverne w niniejszej wodzie perfumowanej daje nam namiastkę wielkiego świata, ukazuje piękno natury podkreślając znaczenie miłości i wolności, przygotowuje na nadejście gorących dni (pomagając przetrwać upały) dając nam urokliwą Lilly Of The Valley & Jasmine.

Według mnie są to cudowne perfumy, upajam się ich energią, daję się ponieść delikatnym podmuchom szczęścia; sugeruję Wam tego zakosztować.

GDZIE KUPIĆ PERFUMY ALLVERNE?

Perfumeryjną linię Allvernum kupicie w atrakcyjnej cenie w oficjalnym sklepie internetowym sklep.allverne.pl a stacjonarnie tylko w sieci drogerii hebe na terenie całej Polski.

Jak pachną i gdzie kupić różowe perfumy w kształcie żarówki WATT by Cofinluxe?

Kochani, a jeśli Was zapytam, czy znacie firmę Cofinluxe? Nie? Rozpoznajecie markę Salvador Dali i charakterystyczne flakony – usta lub Andy Warhol z wizerunkiem Marilyn Monroe? Tak? Cofinluxe od 1976 roku tworzy (również na licencji) niezapomniane kompozycje i kreuje unikalne buteleczki, czasem przypominające rzeczy użytkowe. Wybaczcie, że ten post będzie obszerny, ale mam swoje powody, by takim go Wam przedstawić.

Moje pierwsze w życiu perfumy z tej firmy – WATT (różowe) poznałam w październiku 1996 roku (w 1993 wprowadzono na rynek francuski) i była to miłość od pierwszego powąchania. Pracowałam wtedy w prywatnej perfumerii / drogerii (obecnie już nie istnieje, nie wytrzymała presji sieciówek), szefowa jeździła po nie do Paryża, jeszcze 20 lat temu kosztowały ponad 100zł i bez wątpienia był to produkt luksusowy.

Podczas swojej pierwszej pracy z perfumami miałam okazję poznać takie tytuły jak So..?, Exclamation czarno – białe i niebiesko – białe z tzw. wykrzyknikiem, Vanilla Fields czy Baroque niezapomnianej marki Yardley. Z zapachem Watt wiążą się wspaniałe wspomnienia, byłam wtedy spontaniczną i wesołą nastolatką a zdecydowałam się używać poważnego jak mi się wtedy wydawało pachnidła.

Na przełomie tylu lat, posiłkując się wydarzeniami z przeszłości, powracając co pewien czas to Watt, muszę stwierdzić, że zapach stracił nieco na autentyczności, jest bardziej rozcieńczony, ta jaśminowo – brzoskwiniowa nuta charakterystyczna dla tamtego czasu została przytłumiona, już nie jest tak wyrazista.

Flakon wody toaletowej Watt przypomina żarówkę – symbol światła, zaś jego zawartość jest pełna blasku, rozjaśnia ciemność, rozmywa przeciętność, poprawia nastrój, przywraca radość.

Pomimo „rozcieńczenia” składników odbieram go tak samo jak dawniej (tak tak jakby przez różowe okulary), kojarzy mi się z bogatą kobietą, mieszkającą w piętrowym domu o białych ścianach, na których widzą arcydzieła malarstwa w złotych ramach. Owa kobieta jest elegancka, ale woli przebywać w ogrodzie (chociażby do późnego wieczora) aniżeli wpatrywać się w dzieła sztuki. Dlatego perfumy Watt są nieco oldschoolowe, bo mydlane i kremowe, z nutą nowoczesności a mowa tu o kwiatowej świeżości połączonej z dojrzałością owoców.

Na samym początku czuję intensywny aromat dojrzałej, pulchnej moreli, kwiatu i owocu brzoskwini, narkotycznego jaśminu – to pierwsza faza zapachu – jest najładniejsza i najbardziej zapada w pamięci, co więcej zgodna z aktualnie panującymi trendami, później do głosu dochodzi rumianek i tu zaczyna się „zabawa”. Na szczęście nie zawarto go w duecie z jakimś mocnym składnikiem, bo inaczej byłby jeszcze bardziej mydlany i ziołowy na zmianę, choć i tak momentami przypomina mi Coty L`aimant. Niemniej jednak opisywana kompozycja jest godna uwagi, flakon ładnie prezentuje się na półce sam, niknie wśród innych, bo dziś wygląda jak odpowiednik jakiegoś znanego, niestety.

W latach 90tych, kiedy zapachy mydlano – kremowe triumfowały i gdyby różowy Watt byłby w Polsce na ogół dostępny (tak jak pamiętny Indian Summer czy Wild Wind), zrobiłby furorę. Teraz warto po niego sięgnąć, jeśli marzy nam się typowo kwiatowa kompozycja, chcemy mieć w kolekcji coś z klasyki, zbieramy niebanalne flakoniki, albo po prostu potrzebujemy czegoś eleganckiego, subtelniejszego na cieplejsze pory roku.

Nie ma w nim znienawidzonej przez niektóre osoby słodyczy, ciężkiego orientu; zapach podobnie jak buteleczka, jest synonimem światła, nowego dnia, delikatności, urokliwych chwil. W dzień czuję mocniej brzoskwinię i morelę z rumiankiem, natomiast wieczorem, kiedy siedzę na działkowym tarasie, do moich nozdrzy dochodzą falami akordy jaśminu. Znajomi twierdzą, że Watt ciągnie się za mną niczym ogon i jestem zakryta woalką zapachu, osobiście czuję go tylko na ubraniu.

Watt pink jest zapachem łatwym do rozszyfrowania, nie będę owijać w bawełnę, nie kryje w sobie unikalnych nut; polecam i używam go zwłaszcza podczas upalnego dnia, dziękując za zmysłowość jaką obdarza moją skórę. Wciąż jest cudowny, stara miłość nie rdzewieje.

Chcę namówić Was do fajnego eksperymentu. Odlejcie odrobinę perfum Watt do fiolki i wstawcie na godzinę do lodówki a następnie użyjcie wieczorem (musi być upał) i porównajcie z normalnym zastosowaniem. Jak myślicie, czy schłodzony zapach ciekawiej zabrzmi na skórze czy ten prosto z buteleczki? Orzeźwienie gwarantowane. Czekam na Wasze opinie.

Obecnie różowa woda Watt by Cofinluxe jest łatwiej dostępna niż w latach 90tych. Kupiłam ją w perfumerii internetowej iperfumy.pl – trafiłam akurat na promocję, także można się zmieścić w granicach 50zł. Raczej nie znajdziecie jej w prywatnych drogeriach czy supermarketach.

Czy Gucci Rush 2 pachną jak marchewka? (recenzja damskich perfum)

Idę przed siebie, jest ciepło, przyjemnie, delikatny popołudniowy wiaterek owiewa mi twarz, słucham popowego utworu karaoke I can`t go on by Robin Bengtsson nucąc w myślach refren Aaah Aaah I can`t go on Uuuh Uuuh a w tle czuję sączącą się melodię wody toaletowej Gucci Rush 2. Kiedy mam ją na sobie myślę o kruchych kwiatach, wiośnie, zachodzie słońca, czasem o deszczu podbijającym aromat pachnidła. Chyba jestem jedną z nielicznych, którym krople deszczu spływające po ciele sprawiają przyjemność.

Zapach Rush 2 na mojej skórze staje lekko świeży, przejmujący, kwiatowy, co więcej, nie jest słodki, pudrowy czy prowokacyjnie ostry. Na przemian niewinny i sensualny, harmonijny i oczywisty, ostatecznie pozostając w tym samym tonie.

Dobrze się wsłuchując czuć w nim „marchewkowy” korzeń irysa (tak naprawdę w składzie go nie ma), ale konwalia, czarna porzeczka, gardenia i frezja skutecznie, choć niepozornie go maskują, ujawniając uzależniające jak narkotyk, szalenie kobiece oblicze. Do tego dodać jeszcze piżmowe i drzewne nuty oraz mokre płatki róż i pozostaje tylko utonąć w marzeniach.

Został stworzony z małej ilości składników, przez co jest taki jednostajny, wszystkie wymienione kwiaty kumulują się jakby w jednym punkcie, ukazując całą swą moc.

Rush 2 polecam paniom, które nie wyobrażają sobie swojej kolekcji bez typowo kwiatowych perfum, nie lubią słodkich, mocnych, przygnębiających woni, chcą pachnieć po prostu ładnie; kobieco, zmysłowo i niepostrzeżenie zostawiać za sobą pachnącą wiadomość o swojej pewności siebie, odwadze w okazywaniu uczuć. Aromat tych perfum jest dla mnie symbolem ekscytacji, oczekiwaniem na miłosne spełnienie, wspaniałym dodatkiem do zwiewnych stylizacji. Aaah Aaah I can`t go on Uuuh UuuhRush 2 jest tak piękny, że nie mogę dalej iść, muszę na chwilę zatrzymać się i oczyma wyobraźni zobaczyć jak rozkwita.

Gdzie kupić perfumy Gucci Rush 2? Ja swoje kupiłam w stacjonarnej sieciowej drogerii, ale widziałam też w wielu perfumeriach internetowych.

Van Cleef & Arpels – Oriens (recenzja perfum z Perfumeria.pl)

DLACZEGO WYBRAŁAM ORIENS?

Do przetestowania wody perfumowanej Oriens by Van Cleef & Arpels przyciągnął mnie biżuteryjny, masywny, luksusowy flakon, symbolizujący esencję życia, ciepło i pozytywną energię Wschodu (korek wygląda niczym klejnot).

Do niniejszej recenzji jako lokację specjalnie wybrałam las, bowiem buteleczka przypomina mi również maleńkiego grzybka, który schowany gdzieś w trawie, nie zostaje zauważany. Podobnie jak szczęście, a przecież ono jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko uważnie patrzeć sercem.

Wybierając zapach Oriens poszukiwałam chwil błogości, inspirującego uśmiechu losu, chciałam eksponować zmysłowość, otrzymać spokój.

INSPIRACJA

Kompozycja została stworzona w hołdzie tajemniczych, nieodkrytych skarbów ukrytych gdzieś w Chinach…

SKŁADNIKI ZAPACHOWE ORIENS

Oriens rozpoczyna się koktajlem słodkich, mocno dojrzałych owoców czarnej porzeczki, maliny i nadającej nieco przyprószony charakter – mandarynki, przez co nie jest zimny, cierpki czy ostry. Stonowany, elegancki charakter pachnidła zawarto w nucie serca, którego bezpretensjonalnym władcą jest jaśmin; choć z natury jest wątły i delikatny, uczyni nie jedną kobietę ikoną szyku. Wnikliwi fani perfum wyczują od razu nawet nutę bazową, złożoną z egzotycznej paczuli, migdałów, wanilii i pralin.

JAKI MA CHARAKTER? JAK NA MNIE PACHNIE?

Recenzowany zapach od pierwszych chwil niepozornie przenika przez skórę lub „trzyma się” tuż nad powierzchnią, utrudniając sobie dobre rozwinięcie się, ale co istotne nie atakuje nosa drażniącymi składnikami, po których często wydajemy błędną opinię. To bezpieczne, bliskoskórne pachnidło, którego woń podąża za mną i w zależności od temperatury czy hmm podzielności uwagi ujawnia się lub na chwilę znika. Aromat wówczas staje się intrygujący, kuszący, sensualny; prawdziwie szyprowy. Pachnie na mnie kadzidłem, bursztynem, śliwką w czekoladzie, wanilią, białymi kwiatami i nutą drzewno – owocową – tak przynajmniej twierdzą osoby przebywające w moim towarzystwie. Przywołuje wspomnienia spacerów po lesie podczas upalnego wieczoru, specyficzny zapach palonego ogniska, wytrawnego wina… Czyż nie jest wyrazem… wolności?

KOMU SZCZEGÓLNIE POLECAM?

Upajająca symfonia owoców, jaśmin dodający wyjątkowej kobiecości i prawdziwie orientalny finał wody Oriens intensyfikujący siłę nuty głowy i środkowej przekonały mnie do siebie i pozbawiły uprzedzeń, że w cudownej oprawie nie kryje się ładny zapach. Muszę przyznać, że Oriens to kompozycja naprawdę przyjemna i łagodna; sprawia, że czuję się pięknie, jest cieplutka, spokojna, wyważona, otulająca. Żaden z komponentów nie dominuje, wszystkie „płyną” własnym „prądem”.

Myślę, że miłośniczki słodyczy, ale takiej stonowanej, nie lepkiej a spokojnej, w której niemal niezauważalnie przechodzi świeżość; słodyczy złączonej z typowo orientalnymi składnikami, skuszą się na Oriens. Osoby kolekcjonujące perfumy zapewne nie pogardzą zjawiskową buteleczką.

MUST HAVE NA LIŚCIE ZAPACHÓW

Oriens przypadł mi do gustu, polecam Wam go przetestować, był na mojej liście must have od momentu premiery. Potrafię go zrozumieć a nie odrzucać bez zastanowienia, bez namysłu nad nim. Nawet gdybym nie znała spisu nut, kupiłabym go „w ciemno”, prezentuje się przepięknie, mieni się kolorami zachodzącego słońca, zwiastującego nowy, jeszcze lepszy, szczęśliwszy dzień.

OPINIE ZNAJOMYCH NA TEMAT ORIENS

Bartek (39) – Kobieta Oriens jest dyskretna, delikatna, nie narzucająca się, emanuje zmysłowością przez cały dzień. Jest raczej dojrzała, z doświadczeniem w miłości, potrafi rozpoznać potrzeby swojego mężczyzny; kontroluje swoją ekstrawagancję. Oriens to zapach słodki, ale nie narzucający się, trzyma się przy skórze i otacza właścicielkę przyjemną, orientalną aurą. A gdyby dodać do tego nieco chłodniejszego cynamonu lub musującego różowego pieprzu? Byłoby ciekawie, bardziej pikantnie.

Paweł (45) – Oriens to najspokojniejszy zapach perfum jaki kiedykolwiek czułem. Nie chodzi mi o to, że jest bez polotu czy coś w tym stylu, po prostu jestem zdziwiony, że są produkowane jeszcze takie pachnidła, w dobie szybkiego świata, gdzie nie ma czasu na przemyślenia. Oriens tego wymaga; można przy nim zamyślić się na wiele godzin.

Ewa (25) – Po wodzie perfumowanej Oriens spodziewałam się ostrych, świeżych, przenikliwych akordów i szczerze powiedziawszy bałam się go, jak się okazuje niepotrzebnie, gdyż otrzymałam zmysłowy miks owoców połączonych z moim ulubionym kwiatem jakim jest jaśmin. Podoba mi się ten zapach, raczej na wieczór, ewentualnie wczesne popołudnie. Kupiłam go w Perfumeria.pl

ORIENS NICZYM OKO HORUSA

Największym skarbem człowieka jest szczęście, na szczęście składają się zdrowie, miłość, radość; dla każdego z nas to szczęście inaczej jest definiowane. Ten zapach jest tak ciepły, bezpieczny; orientalny. Jest jak egipskie Oko Horusa (dlatego umieściłam symbol na zdjęciach) – kojarzy mi się z młodością (stąd outfit: kurtka jeansowa), odrodzeniem i ochroną.

GDZIE KUPIĆ PERFUMY ORIENS?

To pytanie często pojawia się w mailach i wiadomościach na moim fb. Omawiany zapach kupicie na stronie Perfumeria.pl.

Na stronie perfumerii (znam ją kilka ładnych lat) znajdziecie tylko oryginalne zapachy (damskie i męskie), kosmetyki do pielęgnacji ciała, twarzy oraz kolorówkę. Dotychczas ze znajomymi robiłam tam wspólne zakupy i byłam zadowolona. To moje pierwsze spotkanie z perfumami stamtąd i jak widać satysfakcjonujące. Śmiało polecam Wam zajrzeć do tej perfumerii, zaoszczędzicie czas i ograniczycie sobie stresowe sytuacje.

Znacie perfumy Oriens? Czym dla Was jest szczęście?