Archiwa tagu: kosmetyki 2017

Minimalistyczny makijaż oczu cieniami i eyelinerem Dr Irena Eris Provoke (dużo zdjęć)

Bez rozświetlających cieni do powiek makijaż oczu byłby moim zdaniem niepełny, kolor tęczówki pozostałby nieuwydatniony, wyglądałabym na zmęczoną. Kilka lat stosuję ten kosmetyk również zamiast korektora, pod warunkiem, że jest perłowy, wówczas przywraca świeżość spojrzeniu, dobrze ukrywa zasinienia, nie podkreśla załamań i trzyma się cały dzień, nie wyglądając przy tym sztucznie (kilka razy miałam Dr Irena Eris Provoke 103 Only Sand Shimmer).

W aktualnej pracy mogę sobie pozwolić na makijażowe wariacje, aczkolwiek chętnie wracam do klasycznego, minimalistycznego makijażu, oszczędzającego czas. Na poniższych zdjęciach prezentuję podstawowy makeup z użyciem podwójnych, spiekanych cieni Dr Irena Eris Provoke Twin Eyeshadow nr 202 Desirable Choco w czekoladowym brązie i jasnym kremowym odcieniu, aplikowanych na sucho, dla subtelniejszego efektu (dziennego). Oba kolory zawierają subtelną perłę (rozcierając na dłoni) a na powiekach nałożone puszystym pędzelkiem wyglądają na matowe, można stosować je na mokro, dla pełnego lśnienia; łatwo się aplikują i blendują.

Formuła cieni testowana dermatologicznie i oftalmologicznie; zawiera w sobie witaminę E i olej z nasion słonecznika; muszę przyznać, iż jest niezwykle miękka, jedwabista, drobno zmielona dzięki czemu kosmetyk dobrze przylega do powiek (w towarzystwie bazy kolor się pogłębia i wzrasta trwałość.

Jasny wykorzystuję także jako wspomniany „korektor” pod oczy i rozświetlacz na wybrane partie twarzy, w tym łuk kupidyna nad górną wargą. Polecam zajrzeć do sklepu internetowego, żeby poznać więcej dostępnych wariantów.

Bardzo często robię sobie kreskę na górnej powiece, aczkolwiek nigdy nie wychodzę poza kontur, nie robię tzw. „kociego oka”, bo to nie w moim stylu. Dotychczas używałam tańszych eyelinerów w pisaku, są bowiem wygodne, mają twardy aplikator, co przydaje się szczególnie początkującym.

Ostatnio dałam się namówić na luksusowy, wodoodporny, płynny tusz w kałamarzu również od Dr Ireny Eris, z cienkim, miękkim pędzelkiem, umożliwiającym wykonanie kreski o różnej grubości. Zrobiłam porównanie, okazuje się, że ten drugi posiada lepszą trwałość, jest wydajniejszy, szybciej zastyga na powiekach, kolor wraz z upływem kolejnych godzin nie blaknie i nie ściera się, nie rozmazuje. Zawsze wstrząsam przed użyciem, w środku są kuleczki ułatwiające rozmieszanie formuły.

Eyeliner w pędzelku polecam osobom wprawionym w makijażu, aplikacja może zajmować trochę czasu, miałam trudności z narysowaniem prostej kreski, to było dla mnie wyzwaniem. Więcej informacji znajdziecie w opisie produktu, w oficjalnym sklepie.

Opisany zestaw oceniam na ogromny plus: za trwałość, uniwersalność i modną, ponadczasową kolorystykę; pasuje praktycznie do każdego koloru pomadki, od jaśniejszych po ciemne. Przyjemność w stosowaniu zwiększają eleganckie opakowania, śliczne na prezent. Bardziej spodobały mi się cienie, gdyż w porównaniu z eyelinerem, ich nakładanie było intuicyjne, szybkie, wygodne.

Skuteczny sposób na relaks z THISWORKS

Liczycie barany a sen nie nachodzi? Ten dzień był wyjątkowo stresujący? Pragniecie symbolicznie oczyścić duszę, uspokoić zmysły, pozbyć sie złych myśli i zmęczenia?

Jeżeli przynajmniej na jedno pytanie odpowiedzieliście na TAK to poznajcie uniwersalny, perfekcyjny lawendowy duet Can`t Sleep Kit Sommeil by thisworks. Przeznaczony tylko dla dorosłych.

HISTORIA I MISJA MARKI

Marka thisworks powstała w 2003 roku, stworzyła ją była dyrektor ds. urody brytyjskiego magazynu VOGUE i międzynarodowa dziennikarka – Kathy Philips, jako antidotum na współczesne życie, mające niekorzystny wpływ na samopoczucie i wygląd skóry.

thisworks inspiruje natura, cechuje holistyczne podejście, oferowane produkty (m.in. kremy, balsamy do ciała, żele pod prysznic) obiecują naturalne piękno (bez użycia niepotrzebnych substancji chemicznych), działają w synchronizacji z naturalnym rytmem człowieka (zegarem biologicznym) i stylem życia.

Omawiany nasenny set thisworks można kupić stacjonarnie jedynie w sieci perfumerii Sephora i w oficjalnym sklepie internetowym.

WIECZORNY RYTUAŁ

Jakie są dobre sposoby na sen? Każdemu sprzyja co innego, trzeba się wsłuchać w siebie. Spacer, wywietrzona sypialnia, seks, ziołowy napar (np. długo parzony czystek), delikatna muzyka, unikanie kłótni i nieprzyjemnych myśli, powstrzymania się od jedzenia na co najmniej 3-4 godziny przed snem to proste przykłady.

Ja każdego wieczora stosuję kroplę perfum, najczęściej są to spokojne, słodkie, ziołowe zapachy, dobrze mi znane, po których nie oczekuję „trzęsienia ziemi”. Zawsze jednak jestem nastawiona na zmiany i dlatego sięgnęłam po preparat thisworks.

CO TO SĄ PERFUMY DO SNU?

Przyznam szczerze, że wymyśliłam sobie taką nazwę, bo nic innego nie przyszło mi do głowy w związku z tym fajnym relaksacyjnym zestawem.

Kryje on w sobie spray błyskawicznie ułatwiający zasypianie, który pachnie lawendą, szałwią, kadzidłem, mokrym drewnem, wetiwerem, paczulą, kamforą, rumiankiem, eukaliptusem. To zapach złożony z kilku części – chłodnej, słodkiej, ciepłej, narastających jedna po drugiej.

Deep Sleep Pillow Spray aplikujemy (przed pójściem spać lub przed medytacją) na poduszkę, narzutę lub kołdrę, na ubranie, po prostu jak najbliżej nosa, aby poszczególne aromaty miały szansę pozytywnie wpłynąć na nasze samopoczucie. Wystarczy jedno psiknięcie, zapach jest długo wyczuwalny.

Stress Check Roll-on oczyszczający umysł i ułatwiający oddychanie dawkujemy bezpośrednio na skórę, tak jak perfumy, np. na nadgarstki, dekolt, kark. Tak, tak, chodzi o to aby mocno się „zaciągnąć”. Woń jest krótkotrwała, bardziej czuję w niej lawendę niż pozostałe składniki.

SPRZYMIERZENIEC OOBE

Zapach niniejszych perfum do snu nie jest mi obcy, jest taki pełny zaufania, spokoju; nieobciążający, ale zmniejsza poczucie czujności. Nie zauważyłam szybszego wejścia w sen, lecz zrelaksował mnie, jakby oswobodził, do tego stopnia (wspomagałam się także muzyką reiki), że po raz kolejny doświadczyłam niesamowitego stanu OOBE, spojrzałam na pewne sprawy inaczej.

DLA KOGO NAJLEPSZY..?

Myślę, iż zestaw Can`t Sleep Kit Sommeil od thisworks to ciekawa propozycja na prezent dla miłośników pachnideł czy nowinek kosmetycznych; przyda się w podróży, jeśli mamy tendencję do nieprzesypiania nocy w nowym miejscu; aromatyczny zapach działa na wyobraźnię i w mgnieniu oka przenosi nas do najdalszych zakątków świata, po prostu tam gdzie jest wolność, spokój i harmonia, jakby inny wymiar.

Stosowanie jest bardzo łatwe, trochę gorzej z wydajnością – obie buteleczki mają po 5ml płynu i musimy pilnować, aby były szczelnie zamknięte (zawartość dosyć szybko wyparowuje). Może zabrzmi to jak lekarskie zalecenie, ale rekomenduję stosować doraźnie (oba naraz), sezonowo, w skrajnych przypadkach niż regularnie.

Znacie preparaty thisworks? Używaliście kiedyś perfumowanych nasennych „pomocników”? Podzielcie się w komentarzach jakie macie sposoby na szybkie zasypianie?

Kulka czy spray? Który dezodorant AMWAY G&H PROTECT+ jest lepszy?

SPRAY CZY KULKA?

Perfumowany dezodorant w sprayu czy antyperspiracyjny w kulce? Jaka jest różnica między nimi? Jeśli to dla Was odwieczny dylemat w wyborze, w niniejszym wpisie rozwieję ewentualne wątpliwości. I wcale nie będę kazać pudrować pach talkiem czy sodą albo nie daj Boże mocować pod pachami woreczków wypełnionych pieprzem czy szałwią jak to robili nasi przodkowie.

PRODUKTY G&H PROTECT+ NA PIĄTKĘ Z PLUSEM!

Zalety antyperspirantu kulkowego i deo w sprayu przedstawię na przykładzie dwóch najnowszych propozycji amerykańskiej firmy Amway, pochodzących z linii zainspirowanej naturalnymi rozwiązaniami, zatytułowanej G&H PROTECT+. Zasadniczą różnicą między tymi dwoma produktami jest fakt, że spray niweluje przykry zapach, zaś antyperspirant blokuje wydzielanie potu (to tak na marginesie).

SPRAY G&H PROTECT+

Dezodorant w sprayu G&H PROTECT+ (200ml) został opracowany na bazie specjalnej technologii zmniejszającej i maskującej nieprzyjemne zapachy, nie zawierającej alkoholu i aluminium. Jego substancje aktywne uwalniane są nawet podczas ruchu (poczułam subtelny efekt chłodzący), możemy go użyć w dowolnym momencie, chociażby w celu odświeżenia, dodania sobie energii. Zawiera bogaty w witaminę C i antyoksydanty wyciąg z czarnej borówki, działający zmiękczająco i pobudzająco a przy tym ochronnie przed zanieczyszczeniami, podobnie jak wzmacniający wyciąg z białej herbaty. Skuteczną ochronę przed poceniem się i mikrouszkodzeniami gwarantuje spirulina – wyciąg z alg morskich, natomiast witamina E zapobiega przesuszaniu się skóry i nadaje zdrowy wygląd skórze.

Nie pozostawia białych śladów na odzieży, ale istnieje ryzyko wystąpienia mokrej, tłustej plamy, dlatego sugeruję używać go tylko na skórę a nie na ubranie, po prostu zgodnie z jego przeznaczeniem (czasem robię odstępstwa mając na sobie coś czarnego).

Podczas aplikacji opisywany dezodorant jest suchy, nie ziębi skóry, nie zatyka porów, miejsca pod pachami pozostają suche (poleciłabym do tłustej skóry) i delikatne przez długi czas, co więcej nie wystąpiło u mnie uczulenie po zastosowaniu go po depilacji (co prawda najpierw, dla dodatkowego nawilżenia nałożyłam specjalny krem). Nie należę do osób, które zmagają się z nadmierną potliwością, także używam go w zależności od potrzeb, dla odświeżenia, poprawienia nastroju, przywrócenia komfortu.

Najważniejsze co przyciągnęło moją największą uwagę to oczywiście unikalny zapach: świeży, sportowy, chłodny, herbaciany, lekko kwiatowy, uniwersalny, nie koliduje z wonią perfum, ciekawie zmienia się na męskiej skórze – staje się cytrynowy, taki „zielony”, ogórkowy, zaś na kobiecej wpada w subtelnie słodką tonację. Musicie sami sprawdzić, bo przecież każda skóra inaczej reaguje na kompozycje zapachowe. W miarę upływu czasu niknie, ale nie pozwala przykremu zapachowi „przejść przez niego”, maskuje go skutecznie.

Dlaczego preferuję dezodorant w sprayu niż w kulce? Choć zajmuje więcej miejsca w torebce – przydaje się w podróży, wybieram spray, bo jeśli zapomnę perfum, on roztacza wokół mnie przyjemną mgiełkę świeżości. Wyklucza bezpośredni kontakt opakowania ze skórą, dzięki czemu używa go kilku moich domowników, zatem bakterie się nie przenoszą.

Cenię go za komfort jaki daje i uczucie pewności siebie w każdej sytuacji, jest łagodny i nie wywołuje podrażnień (które z czasem mogą powodować trudne do zlikwidowania ciemne plamy). Stanowi doskonałe uzupełnienie aktywnego dnia. Biała, minimalistyczna buteleczka świetnie oddaje charakter zawartej w nim kompozycji.

ROLL-ON G&H PROTECT+

Uniwersalny antyperspirant G&H PROTECT+ w kulce (100ml) zapewnia dłuższą ochronę aniżeli spray, działa skuteczniej (zawiera m.in. sól morską), zapewniając dłuższą ochronę i świeżość. Nie pomoże (tak jak spray) gdy pot się już wydzielił i spod jego zapachu będzie przebijać się woń rozkładanego potu, także najlepiej używać go bezpośrednio po kąpieli (zawiera przeciwpotny komponent zwany alcloxa).

Zapach niniejszego dezodorantu pozostaje w tym samym stylu co spray, ale gdy dobrze się w niego „wsłuchamy”, jest nieco ostrzejszy (w składzie jest imbir).

Konsystencja przejrzysta, przypomina mi dosłownie serum do twarzy, jest lekko żelowa, zmiękczająca, pozostawiająca wyczuwalną w dotyku „pudrową” barierę ochronną. Szybko się wchłania i wysycha, niosąc ze sobą wrażenie suchej, satynowo gładkiej, aksamitnej skóry (wyciąg z czarnej borówki). Bardzo wydajny w przeciwieństwie do spraya. Nie zawiera barwników, nie brudzi ubrań, nie „wałkuje się”, nie zauważyłam, aby powodował otarcia.

Choć producent zapewnia, że formuła pomaga pozbyć się podrażnień (działanie rumianku), nie stosowałam go bezpośrednio po depilacji (ze względu na wchłanianie się). Podczas intensywnego wysiłku fizycznego nie miałam wrażenia mokrej, lepiącej się skóry.

KTÓRY NAJLEPSZY?

Moim faworytem jest dezodorant w sprayu. Nie mam wrażenia zatkanych porów skóry, aplikacja trwa krócej, otaczam się miłą mgiełką świeżości, odpowiada moim potrzebom, skóra go dobrze toleruje a ja czuję się zadbana. Reasumując, dezodorant G&H PROTECT+ w sprayu polecam osobom, które nie potrzebują „mocnego zabezpieczenia” przed potliwością, ale chcą co pewien czas się odświeżyć, natomiast po roll-on zdecydowanie powinny sięgnąć osoby pragnące zdecydowanej ochrony. W deo kulkowym piękno wypielęgnowanej skóry można zobaczyć i poczuć. Ostateczną decyzję odnośnie wyboru pozostawiam Wam. Każdy z wyżej opisanych kosmetyków posiada mnóstwo walorów, spełnia podstawowe potrzeby, dając coś więcej.

GDZIE KUPIĆ DEZODORANTY G&H PROTECT+ ?

Na oficjalnej stronie firmy Amway znajdziecie szersze informacje nt. tych dwóch produktów. Zakupy można zrobić bezpośrednio na stronie lub u dystrybutorów. Oszczędzę Wam moi drodzy szukania i poniżej zamieszczę bezpośrednie linki do omówionych deo:

www.amway.pl/product/120438,dezodorant-w-sprayu-g-h-protect

www.amway.pl/product/118120,dezodorant-antyperspirant-w-kulce-g-h-protect

Wolicie dezodoranty w sprayu czy w kulce? Jak często kupujecie takie kosmetyki? Używaliście kiedyś dezodorantów z firmy Amway?

Essentials by Artistry (recenzja kosmetyków do pielęgnacji twarzy)

PIĘKNA SKÓRA W 3 MINUTY

Większość z nas żyje w szybkim tempie, dużo pracuje, mało odpoczywa, od produktów kosmetycznych oczekuje naturalnego składu, natychmiastowych i długofalowych rezultatów. Marka ARTISTRY zachęca do „gry w zielone” – w szybką i efektywną pielęgnację.

Miło mi zaprezentować Wam nową, zieloną serię essentials by ARTISTRY do twarzy, stworzoną ze składników pozyskanych z naturalnych źródeł. Natura najlepiej podpowiada jak skutecznie dbać o siebie a pielęgnacja wcale nie musi długo trwać.

DWA GESTY PIELĘGNACYJNE WEDŁUG ARTISTRY

1) oczyszczanie – jednorazowe chusteczki do demakijażu z odświeżająco – nawilżającą witaminą E i łagodzącym podrażnienia rumiankiem; i/lub żel do mycia twarzy posiadający delikatną formułę na bazie ogórka, aloesu i aceroli NUTRILITE (z bogatą zawartością witaminy C).

2) nawilżanie skóry tłustej i normalnej/suchej – lekki balsam na bazie wody, zawierający acerolę, rumianek i wyciąg z Perilli; lub krem nawilżający dedykowany skórze normalnej i suchej, którego podstawowymi ingredientami są niebieski lotos, olej macadamia, acerola.

TO JAK WYGLĄDASZ ZALEŻY OD…

Jesteś tym, co jesz a wyglądasz, tak jak (się) pielęgnujesz. Pomyślcie, to jak traktujecie siebie – swoją skórę będzie miało wielki wpływ na jej kondycję w późniejszych latach. Warto dbać o siebie, z rozumem, miłością i z pomocą dobrych kosmetyków. Spośród wyżej wymienionych produktów, najbardziej przypadł mi do gustu żel oczyszczający i krem nawilżający.

ŻEL OCZYSZCZAJĄCY ESSENTIALS BY ARTISTRY I JEGO ZALETY

Jeśli chodzi o żele do mycia twarzy, nie jestem ostrożna, często je zmieniam, stanowią dla mnie podstawę w wiosennej i porannej pielęgnacji. Żel essentials by ARTISTRY przypadł mi do gustu ze względu na prawdziwie wiosenny owocowo – kwiatowy zapach, skuteczność w usuwaniu resztek makijażu i wydajność.

Posiada delikatną, przezroczystą, lepką konsystencję (zawiera sorbitol), dobrze się pieni (pod warunkiem, że użyjemy niewielką ilość) i łatwo spłukuje. Pozostawia wrażenie świeżości, skóra jest dokładnie oczyszczona, lekko ściągnięta (w związku z czym poleciłabym go bardziej do cery normalnej, mieszanej i tłustej), gdyż nadmiar sebum zostaje usunięty. Pozwala na wykonanie masażu, poprawiając ukrwienie i niwelując zmęczenie.

Myślę, że również panom spodoba się ten żel, ponieważ kontroluje poziom substancji tłuszczowych, zmniejsza nadmierne świecenie się skóry, jest łatwy i wygodny w stosowaniu, lekko chłodzi i koi.

KREM NAWILŻAJĄCY ESSENTIALS BY ARTISTRY I SKŁADNIKI AKTYWNE

Krem nawilżający essentials by ARTISTRY o bogatej konsystencji jest niczym balsam dla skóry suchej, spierzchniętej, zszarzałej, pozbawionej witalności. Ukryto go w tubie z dozownikiem, dzięki czemu aplikacja jest higieniczna.

Formuła bezzapachowa, aksamitna, okluzyjna (tworzy na powierzchni skóry barierę ochronną, ale pozbawioną tłustego, lepkiego efektu), ciężkawa, szybko nie wsiąka a takie kremy lubię najbardziej, wówczas czuję się komfortowo przez cały dzień, skóra jest miękka, przyjemna w dotyku.

Przy uprzednio wypilingowanej skórze (robię to co 2 – 3 dni) krem wałkuje się, przyjemnie odświeża, co rzadko zdarza się przy preparatach do skóry suchej. Nasycony wyciągiem z niebieskiego lotosu, olejkiem makadamia i witaminami pochodzącymi z aceroli, poprawia równowagę skóry, zapobiega utlenianiu, działa antyoksydacyjnie.

UNIWERSALNE ROZWIĄZANIA ISTNIEJĄ

Opisane produkty są uniwersalne, dla każdego wieku; dedykowane osobom, które cenią wygodę, chcą szybkiego nawilżającego i/lub matującego efektu i witaminowego zastrzyku pielęgnacyjnego. I jak zapewnia ARTISTRY tylko dwa proste kroki w trzy minuty wystarczą, aby skóra nieustannie była idealnie oczyszczona, świeża, zadbana. Polecam niniejsze kosmetyki, gdyż są znakomitą odpowiedzią na potrzeby życia w intensywnym tempie, które narzuca własne kanony.

GDZIE KUPIĆ KOSMETYKI ARTISTRY ESSENTIALS?

Gdzie kupić kosmetyki essentials by ARTISTRY? Na oficjalnej stronie internetowej www.Amway.pl. Zajrzyjcie pod ten link, by przy okazji zaczerpnąć więcej informacji na temat wszystkich preparatów essentials by ARTISTRY.

 

Tonik Empire Pharma Peel-Mission AZA (recenzja)

IMPRERIUM PIĘKNA

Dotychczas używałam toników do twarzy z drogerii, o podstawowym składzie (z witaminami), lecz ostatnio postanowiłam przetestować po raz pierwszy preparat dostępny w gabinecie urody. Kosmetyczka, po wywiadzie dotyczącym stanu mojej skóry, zaproponowała profesjonalny tonik Empire Pharma Peel-Mission AZA (200ml).

STAN MOJEJ SKÓRY I OCZEKIWANIA WOBEC KOSMETYKU

Przed rozpoczęciem stosowania niniejszego produktu kondycję skóry oceniałam jako normalną z tendencją do suchej, atopową (gronkowiec złocisty), z widocznymi małymi, ciemnymi punkcikami (od lekarza dowiedziałam się, że tak kumuluje się nadmiar żelaza w organizmie).

Oczekiwałam dokładnego usunięcia ewentualnych pozostałości po makijażu, złagodzenia skóry, odświeżenia, nawilżenia, rozjaśnienia tych czarnych punkcików, wyglądających jak pieprzyki.

SKŁADNIKI AKTYWNE I SŁOWO OD PRODUCENTA

Tonik Peel-Mission AZA zawiera w sobie kwas azelainowy, działający m.in. łagodząco i przeciwzapalnie. Przeznaczony jest także do skóry płytko unaczynionej, pełnej przebarwień po opryszczce, trądziku sterydowym, polekowym i młodzieńczym. Ponadto ma za zadanie redukować trądzik zaskórnikowy, grudkowo – kostkowy. Tonik kryje w sobie również hydrolat z kwiatów rumianku rzymskiego, posiadający właściwości regenerujące, nawilżające a także, podobnie jak kwas azelainowy – łagodzące i przeciwzapalne. Składnikami towarzyszącymi są regenerująca alantoina oraz działający naprawczo pathenol.

ZAPACH

Zapach toniku bezpośrednio z opakowania jest taki „apteczny”, „lekarski”, mleczny, ale podczas rozprowadzania wacikiem na skórze, staje się przyjemny, lekki, rumiankowy, ziołowy.

REZULTATY

Kosmetyczka zaleciła stosowanie raz dziennie, wieczorem. To, co najbardziej spodobało mi się w działaniu to nawilżenie (zawierał w sobie lekką zawiesinę), poza tym usunął pozostałości makeupu, ukoił skórę po całodziennym stresie. Przemywając twarz na koniec dnia, unikałam kilku miejsc objętych zmianami uczuleniowymi (okolice ust, broda), gdyż po zastosowaniu toniku piekły i swędziały, pozostałe partie twarzy chłonęły go szybko i zareagowały natychmiastowym, fantastycznym odświeżeniem, zmniejszeniem widocznych porów.

Uważam, że moja skóra nie była w fatalnym stanie, uczulenia mogłam uniknąć nie spożywając „zakazanych owoców”, aczkolwiek używając omawiany tonik kontynuowałam proces nawilżania, odświeżania, odpowiedniego przygotowania do aplikacji serum i kremu – wykazywał działanie subtelnie złuszczające i następujące po sobie kosmetyki nie „wałkowały się”.

KOSMETYK DO ZADAŃ SPECJALNYCH

Specjalistą w dziedzinie kosmetologii nie jestem, ale sądzę, że po tonik Peel-Mission AZA powinny sięgnąć osoby borykające się z trądzikiem wywołanym bakteriami, z rumieniem, łuszczycą, mające na celu redukcję przebarwień, np. posłonecznych – tonik złagodzi i rozjaśni (u mnie wykazał delikatne działanie rozjaśniające czarne punkciki myślę, że dzięki wspomnianemu złuszczaniu). Nie neguję wiedzy kosmetyczki, która zaproponowała mi ten kosmetyk, ale uważam, iż jest zbyt poważny jak dla mnie, nigdy nie zmagałam się z wyżej wymienionymi niedoskonałościami cery. Domyślam się też, że produkty gabinetowe czy apteczne nie mają takich zwykłych właściwości pielęgnacyjnych a polecane są do konkretnych problemów skórnych.

REKOMENDACJA

Z całą pewnością rekomenduję tonik AZA, jeżeli ktoś z Was po użyciu żelu czy mleczka ma wrażenie nie dokładnie umytej skóry, chce dobrze ją oczyścić, nawilżyć i odświeżyć, przywrócić naturalne pH, zmniejszyć wydzielanie sebum oraz nie ma przekonania do drogeryjnych specyfików, często uczulających, wywołujących niechciane podrażnienia. Kolejną zaletą jest fakt, że jest to preparat profesjonalny a więc stężenie poszczególnych składników jest wyższe i automatycznie odnosimy wrażenie lepszej skuteczności (w rzeczywistości znakomita wydajność, po pierwszym zastosowaniu widzimy różnicę, efekty są długofalowe).

GDZIE KUPIĆ KOSMETYKI EMPIRE PHARMA?

Tonik Peel-Mission AZA z Empire Pharma dostępny jest w warszawskim gabinecie Healthy Beauty – ul. Gostyńska 41.

Zachęcam zajrzeć również na stronę www.healthybeauty.pl

Znacie kosmetyki firmy Empire Pharma? Używaliście kiedyś produktów gabinetowych?

TOO COOL FOR SCHOOL VS. SKIN FOOD – Która maseczka do twarzy jest lepsza?

Koreanki od dawien dawna wiedziały, że kompleksowe podejście do urody i racjonalna dieta dają spektakularne rezultaty. Od kilku sezonów w świecie kosmetyków trwa szał na koreańskie maseczki piękności.

Postanowiłam nieco bliżej przyjrzeć się kilku specyfikom dostępnym jedynie w sieci perfumerii Sephora. Uwielbiam maseczki, wierzę w ich dobroczynne właściwości – błyskawicznie przywracają świeżość i blask cery, niwelują zmęczenie i posępny wyraz twarzy.

Maseczka w słoiczku marki SKIN FOOD z dodatkiem odżywczego ekstraktu z ryżu działa odżywczo, zmiękczająco, nawilżająco, pozostawia przyjemny, subtelny zapach przypominający świeże, kwiatowe perfumy. Aplikacja zajmuje sporo czasu, dla pożądanych rezultatów trzeba przez 10-15 minut masować skórę, dokładając delikatne warstwy produktu, aby był poślizg. Następnie spłukać ciepłą wodą z dodatkiem ulubionego żelu do mycia twarzy.

Producent proponuje nakładać na wysuszoną po umyciu skórę, ja zawsze nakładałam na lekko wilgotną, zroszoną, np. wodą termalną ( by lepiej można było wykonać masaż). Konsystencja jest aksamitna, kremowa, zawiera grudki – drobniutkie ziarenka ryżu pilingujące skórę, co widać na załączonym zdjęciu.

Warto wieczorem poświęcić te kilkanaście minut na gruntowną pielęgnację, rano obudzimy się „w lepszym stanie” – cera nie będzie wyglądać na przemęczoną. Choć niniejsza maseczka ma działanie pilingujące, używałam jej co drugi dzień, nie mogąc nacieszyć się efektem. Dokładnie oczyszcza, nie podrażnia skóry, likwiduje grymas z twarzy; zapach działa relaksująco, używanie tego kosmetyku daje poczucie luksusu i niezmarnowanych chwil, bycia „tu i teraz”. Piękne uczucie, odczuwalne jedynie wtedy, gdy całkowicie się temu poddaję.

Jeżeli komuś z Was nie chce się wykonywać automasażu twarzy, nawet przy relaksującej muzyce (kiedyś też tak miałam, pracując w korporacji), może sięgnąć po ekspresową maseczkę w płacie nasączonym substancjami aktywnymi. Marka TOO COOL FOR SCHOOL proponuje dwa jednorazowe warianty dla leniwych, maseczki w zabawnych opakowaniach kryją w sobie cenne ingredienty.

Pierwsza z nich to Pumpkin 24K Gold Mask – maseczka z dodatkiem ekstraktów z dyni i 24-karatowego złota i białego złota. Zawartość enzymów usuwa zanieczyszczenia i obumarłe komórki skóry, odsłaniając cerę odświeżoną, pełną blasku, wygładzoną, o udoskonalonej teksturze. Bez obaw, nie pachnie dynią. Z kolei Coconut Ceramide Mask – z wodą kokosową i ceramidami rozjaśnia cerę, „prasuje” zmarszczki, tworzy ochronną i nawilżającą barierę na skórze.

Obie propozycje mają podobne właściwości; obie mocno nasączone są kremowym, chłodzącym serum, czasem zsuwały się i nie przylegały do twarzy (zwłaszcza w okolicach brody / żuchwy co widać na zdjęciu tutaj). Pierwsze rezultaty można już osiągnąć po około 10 minutach, sprawdźcie i przekonajcie się sami!

Moją ulubioną z trzech wyżej opisanych jest ryżowa maseczka SKIN FOOD. Obecnie nie potrzebuję rozjaśniania czy wyrównywania kolorytu, chcę zawsze mieć skórę pełną blasku i solidnie nawilżoną – chociażby kosztem czasu poświęconego na dbanie o siebie. Wolę cieszyć się długotrwałym, systematycznie budowanym efektem niż chwilowym, szybko osiągniętym. Serdecznie polecam!!

Gdzie kupić te wszystkie maseczki? Podaję Wam linki do sklepu internetowego Sephora:


http://www.sephora.pl/Too-Cool-For-School/BTCFS


http://www.sephora.pl/Skinfood/BSKINF

Używaliście kiedyś koreańskich maseczek? Jakie zabiegi pielęgnacyjne na twarz stosujecie w domu?

Mój prowokacyjny makijaż ust z DR IRENA ERIS

SZMINKA CZY BŁYSZCZYK?

Pamiętam jak rozpoczynałam moją przygodę z makijażem, było to w połowie lat 90tych, w magazynach dla pań podkreślano, że błyszczyk jest dedykowany na dzień, zaś szminka zarezerwowana tylko na wieczór. Na szczęście dziś nie ma śladu po dawnych „zaleceniach” i stosujemy te kosmetyki w dowolny sposób.

Szminka od zawsze była moim ulubionym produktem do makijażu, mogłabym nie mieć tuszu czy fluidu, ale pomadka zawsze musi zajmować honorowe miejsce w kosmetyczce. Ciemne okulary oraz dobra jakościowo szminka i to mi wystarczy.

W niniejszym wpisie prezentuję Wam dwa produkty do ust z Dr Irena Eris Provoke, które ostatnio zwróciły moją największą uwagę jeśli chodzi o opakowanie i wygląd na ustach. Który kosmetyk lepiej się sprawdził?

BŁYSZCZYK DO UST DR IRENA ERIS PROVOKE

Błyszczyk pachnie kremowo-truskawkowo, „smakuje” podobnie, aczkolwiek wraz z upływem czasu i tak zapominam o zapachu; ma pół kryjącą, raczej gęstą formułę, która dobrze przylega do ust, nie powodując wysuszenia po długich godzinach stosowania. Jeżeli nie macie przy sobie ochronnej pomadki, spokojnie można go użyć, daje komfort i nawilżenie a przy tym dodatkowo wygładza, ujędrnia i regeneruje – zawiera specjalną formułę wzbogaconą o  Volulip Complex zapewniającą pełniejszy wygląd ust.

Numer, który posiadam to 11 Candy Pink; z racji tego, że moje usta są blade, wygląda na nich jakby to była zgaszona, ciepła czerwień, lekko wpadająca w róż i pomarańcz. Aparat nie oddaje w pełni rzeczywistego koloru, pozostaje Wam uwierzyć mi na słowo. Podejrzewam, że u pań, których czerwień wargowa jest wyrazista odcień ten będzie mało widoczny, trzeba by zastosować najpierw odrobinę podkładu (co w podczas specjalnych wyjść sprawdza się znakomicie, bo przedłuża trwałość błyszczyka) i dopiero pomalować usta.

Jeżeli chodzi o pędzelek to jest dosyć „ruchliwy”, giętki i płaski więc makijaż zajmie trochę czasu i wymaga lusterka; podczas aplikacji dopasuje się do kształtu warg, bo jest miękki, jednakże ma tendencję do wychodzenia poza obrys zatem posiadaczkom małych ust polecałabym wklepywać go palcami, aby uniknąć pobrudzenia skóry, ewentualnie aplikować produkt czubkiem pędzelka (najczęściej tak robię), zaczynając od narysowania konturu i późniejszemu wypełnieniu środka (konturówka jest wówczas zbędna).

W przypadku bardzo suchych ust efektu „lepienia się” nie będzie, podobnie jak pomalowanych uprzednio podkładem bądź bazą. Niewątpliwie jest to przyjemny w stosowaniu błyszczyk, nadający niesamowity, wręcz lustrzany połysk, ale zachowujący elegancki, taki „bezpieczny” styl (w dużej mierze znaczenie ma sam kolor) – przynajmniej mi się tak wydaje. Stosuję go na dzień i na większe wyjście. W przyszłości skuszę się na inny odcień, być może jaśniejszy i bardziej wpadający w róż aczkolwiek porównując zdjęcia produktu, jak pisałam wyżej, u mnie wygląda na róż.

SZMINKA DR IRENA ERIS PROVOKE

Opakowanie niniejszej szminki przyciąga wzrok jak magnes i działa jak magnes, bowiem po zakończeniu makijażu ust nie musimy jej dociskać, sama się domknie i „kliknie”. Posiadam nr 505 Rouge Illusion (z franc. czerwona iluzja) z linii nabłyszczającej, posiadającej delikatne, rozświetlające drobinki oraz właściwości nawilżające, ochronne i przeciwzmarszczkowe (zawartość Witaminy E). Na ustach daje ciepłą mieszankę odcienia pomarańczowo – brązowo – złotego. Na zdjęciach użyłam produktu na podkład, aby rozjaśnić nieco ten odcień.

Producent podaje iż formuła jest zapachowa, ja wyczuwam subtelny zapach czekolady, również „w smaku”. Pomadka tuż po nałożeniu otula wargi kremowym, satynowym, nawilżającym „filmem”, który przyczynia sie do wygładzenia powierzchni, uzyskania natychmiastowego uczucia komfortu i jedwabistej miękkości. Konsystencja podczas aplikacji jest lekka, kremowa, śliska i „silikonowa”, łatwo i przyjemnie rozprowadza się na ustach, sam kształt szminki dobrze dopasowuje się do warg, nie mam potrzeby użycia konturówki. Ten kolor optycznie wypełnia, powiększa usta, maskuje niedoskonałości w postaci poszarpanych skórek czy zmarszczek.

Nigdy nie ścierajmy szminek czy błyszczyków dynamicznym ruchem, ręcznikiem itp., przez to usta ulegają podrażnieniu i wysuszeniu przez co błędnie przypisujemy im wady.

KTÓRY KOSMETYK JEST LEPSZY?

Pod względem koloru wybieram błyszczyk, gdyż bardziej pasuje do mojego typu urody. W brązach na ustach nigdy nie czułam się dobrze, w niektórych okolicznościach zwracają niepotrzebną uwagę podobnie jak odcienie fuksji. Ale mam na to sposób, mieszam kolory, nakładam w różnej kolejności oraz jak wspomniałam – podkład. Jeżeli chodzi o aplikację i efekt, tutaj moim zdaniem bezkonkurencyjna jest szminka, usta prezentują się najlepiej, ona jakby przywracała im piękny kształt, ale aż się proszą, aby użyć innego, jaśniejszego odcienia. Pochwałę za trwałość otrzymuje ponownie szminka, choć „nie wpija” się w usta (bo to w dużej mierze jest obecnie uznawane za pewniak), ściera się stopniowo, nie tworząc wzdłuż konturu nieestetycznie wyglądającej otoczki. Natomiast porównując jakość nawilżenia, komfortu to oba produkty oceniam na tym samym poziomie.

GDZIE KUPIĆ BŁYSZCZYK I SZMINKĘ DR IRENA ERIS PROVOKE?

Podam Wam bezpośrednie linki do sklepu internetowego, tak będzie najlepiej – po prostu szybciej wejdziecie.


https://sklep.drirenaeris.com/pl/product/shiny-lip-gloss-blyszczyk-do-ust-1123.html


https://sklep.drirenaeris.com/pl/product/bright-lipstick-pomadka-nablyszczajaca-1139.html

A Wy na co zwracacie największą uwagę podczas zakupu produktów do ust? Znacie błyszczyki i szminki z Dr Irena Eris? Co według Was lepiej wygląda na moich ustach porównując zdjęcia – błyszczyk czy szminka?

Kosmetyki makijażowe BECCA W POLSCE! (mnóstwo zdjęć z oficjalnej premiery!!)

BECCA – PIONIER W DZIEDZINIE ROZŚWIETLANIA NARESZCIE W POLSCE!!

5 kwietnia 2017 w lokalu przy ul. Mysiej 3 w Warszawie odbyła się oficjalna polska premiera luksusowych kosmetyków do makijażu marki BECCA, dostępnych na wyłączność sieci perfumerii Sephora.

Sergiusz Osmański – dyrektor artystyczny Sephora Polska

Kerry Cole – główna makijażystka marki BECCA

KOBIETA WEDŁUG MARKI BECCA JEST…?

BECCA stacjonuje w Nowym Jorku, ale posiada australijskie korzenie. Jej historia opiera się na zamiłowaniu do egzotycznych podróży, miłości do naturalności, swobody i prostoty; BECCA ceni przyjaźń i podkreśla znaczenie niezależności kobiet.

Styl, jaki ukazuje w swoich produktach przemawia do wszystkich kobiet, gdyż jest ponadczasowy, klasyczny, zaś światło jako symbol zgodności i źródło inspiracji znajduje się w sercu wszystkich działań – począwszy od budowania świadomości marki na produktach skończywszy. A rozświetlanie skóry to dla niej podstawowy cel, najważniejszy punkt odniesienia, znak rozpoznawczy.

Linia kosmetyków kolorowych obejmuje m.in.:  bazy i korektory rozświetlające, podkłady matujące i rozświetlające, rozświetlacze w pudrze i w płynie, pudry do twarzy, róże do policzków, paletki do konturowania i pędzle do makijażu. Pełny spis kosmetyków aktualnie dostępnych na rynku znajdziecie pod tym linkiem:
http://www.sephora.pl/BECCA/BBECCA/PP248800004

„Pozwól, aby światło płynące z Twojego wnętrza zawsze świeciło mocniej od światła, które Cię oświetla” – BECCA

JAK DZIAŁAJĄ KOSMETYKI BECCA?

Kosmetyki kolorowe niniejszej marki niwelują niedoskonałości, subtelnie rozświetlając (dając efekt glow jak filtr z instagrama), przywracają świeżość cerze, pozwalające się cieszyć słońcem przez cały rok, zapewniając naturalny efekt skóry muśniętej kolorem, nie tworzą efektu maski i nie osadzają się w załamaniach i zmarszczkach, wygładzają i są „oddychające”.

Wybrane składniki aktywne zawarte w produktach to m.in.: witamina E działająca odmładzająco i nawilżająco, olejek z zielonej kawy odżywiający i wygładzający, kwas hialuronowy o właściwościach napinających, nawilżających.

Kerry Cole – główna makijażystka BECCA, podkreślała, że marka ma globalne i proste podejście, tworzy bowiem produkty odpowiednie dla wszystkich karnacji – od najjaśnieszych po najciemniejsze. Zaprezentowała rozświetlające makijaże z użyciem omawianych produktów.

CO NAJBARDZIEJ MI SIĘ SPODOBAŁO Z PRODUKTÓW BECCA?

Najbardziej przypadły mi do gustu rozświetlacze w pudrze i szeroki pędzel kabuki The One Perfecting Brush jako prawdziwie akcesorium wielozadaniowe (zastępuje gąbeczki, szczotki, inne pędzle).

Na event BECCA wybrałam dzianinową bluzkę i wygodne spodnie z Massimo Dutti. Nie lubię pomponów czy innych udziwnień (chyba, że jest to charakteryzacja), wolę wyrazisty makijaż i mocne perfumy.

GDZIE KUPIĆ KOSMETYKI BECCA?

Zajrzycie już do perfumerii internetowej Sephora.pl a do stacjonarnych w drugiej połowie kwietnia.

Zajrzyjcie niebawem do tego postu ponownie – będzie jeszcze więcej zdjęć z eventu!

Używaliście kiedyś kosmetyków BECCA? Dajcie znać w komentarzach!!