Archiwa tagu: recenzje damskich perfum

Jak pachną i gdzie kupić różowe perfumy w kształcie żarówki WATT by Cofinluxe?

Kochani, a jeśli Was zapytam, czy znacie firmę Cofinluxe? Nie? Rozpoznajecie markę Salvador Dali i charakterystyczne flakony – usta lub Andy Warhol z wizerunkiem Marilyn Monroe? Tak? Cofinluxe od 1976 roku tworzy (również na licencji) niezapomniane kompozycje i kreuje unikalne buteleczki, czasem przypominające rzeczy użytkowe. Wybaczcie, że ten post będzie obszerny, ale mam swoje powody, by takim go Wam przedstawić.

Moje pierwsze w życiu perfumy z tej firmy – WATT (różowe) poznałam w październiku 1996 roku (w 1993 wprowadzono na rynek francuski) i była to miłość od pierwszego powąchania. Pracowałam wtedy w prywatnej perfumerii / drogerii (obecnie już nie istnieje, nie wytrzymała presji sieciówek), szefowa jeździła po nie do Paryża, jeszcze 20 lat temu kosztowały ponad 100zł i bez wątpienia był to produkt luksusowy.

Podczas swojej pierwszej pracy z perfumami miałam okazję poznać takie tytuły jak So..?, Exclamation czarno – białe i niebiesko – białe z tzw. wykrzyknikiem, Vanilla Fields czy Baroque niezapomnianej marki Yardley. Z zapachem Watt wiążą się wspaniałe wspomnienia, byłam wtedy spontaniczną i wesołą nastolatką a zdecydowałam się używać poważnego jak mi się wtedy wydawało pachnidła.

Na przełomie tylu lat, posiłkując się wydarzeniami z przeszłości, powracając co pewien czas to Watt, muszę stwierdzić, że zapach stracił nieco na autentyczności, jest bardziej rozcieńczony, ta jaśminowo – brzoskwiniowa nuta charakterystyczna dla tamtego czasu została przytłumiona, już nie jest tak wyrazista.

Flakon wody toaletowej Watt przypomina żarówkę – symbol światła, zaś jego zawartość jest pełna blasku, rozjaśnia ciemność, rozmywa przeciętność, poprawia nastrój, przywraca radość.

Pomimo „rozcieńczenia” składników odbieram go tak samo jak dawniej (tak tak jakby przez różowe okulary), kojarzy mi się z bogatą kobietą, mieszkającą w piętrowym domu o białych ścianach, na których widzą arcydzieła malarstwa w złotych ramach. Owa kobieta jest elegancka, ale woli przebywać w ogrodzie (chociażby do późnego wieczora) aniżeli wpatrywać się w dzieła sztuki. Dlatego perfumy Watt są nieco oldschoolowe, bo mydlane i kremowe, z nutą nowoczesności a mowa tu o kwiatowej świeżości połączonej z dojrzałością owoców.

Na samym początku czuję intensywny aromat dojrzałej, pulchnej moreli, kwiatu i owocu brzoskwini, narkotycznego jaśminu – to pierwsza faza zapachu – jest najładniejsza i najbardziej zapada w pamięci, co więcej zgodna z aktualnie panującymi trendami, później do głosu dochodzi rumianek i tu zaczyna się „zabawa”. Na szczęście nie zawarto go w duecie z jakimś mocnym składnikiem, bo inaczej byłby jeszcze bardziej mydlany i ziołowy na zmianę, choć i tak momentami przypomina mi Coty L`aimant. Niemniej jednak opisywana kompozycja jest godna uwagi, flakon ładnie prezentuje się na półce sam, niknie wśród innych, bo dziś wygląda jak odpowiednik jakiegoś znanego, niestety.

W latach 90tych, kiedy zapachy mydlano – kremowe triumfowały i gdyby różowy Watt byłby w Polsce na ogół dostępny (tak jak pamiętny Indian Summer czy Wild Wind), zrobiłby furorę. Teraz warto po niego sięgnąć, jeśli marzy nam się typowo kwiatowa kompozycja, chcemy mieć w kolekcji coś z klasyki, zbieramy niebanalne flakoniki, albo po prostu potrzebujemy czegoś eleganckiego, subtelniejszego na cieplejsze pory roku.

Nie ma w nim znienawidzonej przez niektóre osoby słodyczy, ciężkiego orientu; zapach podobnie jak buteleczka, jest synonimem światła, nowego dnia, delikatności, urokliwych chwil. W dzień czuję mocniej brzoskwinię i morelę z rumiankiem, natomiast wieczorem, kiedy siedzę na działkowym tarasie, do moich nozdrzy dochodzą falami akordy jaśminu. Znajomi twierdzą, że Watt ciągnie się za mną niczym ogon i jestem zakryta woalką zapachu, osobiście czuję go tylko na ubraniu.

Watt pink jest zapachem łatwym do rozszyfrowania, nie będę owijać w bawełnę, nie kryje w sobie unikalnych nut; polecam i używam go zwłaszcza podczas upalnego dnia, dziękując za zmysłowość jaką obdarza moją skórę. Wciąż jest cudowny, stara miłość nie rdzewieje.

Chcę namówić Was do fajnego eksperymentu. Odlejcie odrobinę perfum Watt do fiolki i wstawcie na godzinę do lodówki a następnie użyjcie wieczorem (musi być upał) i porównajcie z normalnym zastosowaniem. Jak myślicie, czy schłodzony zapach ciekawiej zabrzmi na skórze czy ten prosto z buteleczki? Orzeźwienie gwarantowane. Czekam na Wasze opinie.

Obecnie różowa woda Watt by Cofinluxe jest łatwiej dostępna niż w latach 90tych. Kupiłam ją w perfumerii internetowej iperfumy.pl – trafiłam akurat na promocję, także można się zmieścić w granicach 50zł. Raczej nie znajdziecie jej w prywatnych drogeriach czy supermarketach.

Czy Gucci Rush 2 pachną jak marchewka? (recenzja damskich perfum)

Idę przed siebie, jest ciepło, przyjemnie, delikatny popołudniowy wiaterek owiewa mi twarz, słucham popowego utworu karaoke I can`t go on by Robin Bengtsson nucąc w myślach refren Aaah Aaah I can`t go on Uuuh Uuuh a w tle czuję sączącą się melodię wody toaletowej Gucci Rush 2. Kiedy mam ją na sobie myślę o kruchych kwiatach, wiośnie, zachodzie słońca, czasem o deszczu podbijającym aromat pachnidła. Chyba jestem jedną z nielicznych, którym krople deszczu spływające po ciele sprawiają przyjemność.

Zapach Rush 2 na mojej skórze staje lekko świeży, przejmujący, kwiatowy, co więcej, nie jest słodki, pudrowy czy prowokacyjnie ostry. Na przemian niewinny i sensualny, harmonijny i oczywisty, ostatecznie pozostając w tym samym tonie.

Dobrze się wsłuchując czuć w nim „marchewkowy” korzeń irysa (tak naprawdę w składzie go nie ma), ale konwalia, czarna porzeczka, gardenia i frezja skutecznie, choć niepozornie go maskują, ujawniając uzależniające jak narkotyk, szalenie kobiece oblicze. Do tego dodać jeszcze piżmowe i drzewne nuty oraz mokre płatki róż i pozostaje tylko utonąć w marzeniach.

Został stworzony z małej ilości składników, przez co jest taki jednostajny, wszystkie wymienione kwiaty kumulują się jakby w jednym punkcie, ukazując całą swą moc.

Rush 2 polecam paniom, które nie wyobrażają sobie swojej kolekcji bez typowo kwiatowych perfum, nie lubią słodkich, mocnych, przygnębiających woni, chcą pachnieć po prostu ładnie; kobieco, zmysłowo i niepostrzeżenie zostawiać za sobą pachnącą wiadomość o swojej pewności siebie, odwadze w okazywaniu uczuć. Aromat tych perfum jest dla mnie symbolem ekscytacji, oczekiwaniem na miłosne spełnienie, wspaniałym dodatkiem do zwiewnych stylizacji. Aaah Aaah I can`t go on Uuuh UuuhRush 2 jest tak piękny, że nie mogę dalej iść, muszę na chwilę zatrzymać się i oczyma wyobraźni zobaczyć jak rozkwita.

Gdzie kupić perfumy Gucci Rush 2? Ja swoje kupiłam w stacjonarnej sieciowej drogerii, ale widziałam też w wielu perfumeriach internetowych.

Van Cleef & Arpels – Oriens (recenzja perfum z Perfumeria.pl)

DLACZEGO WYBRAŁAM ORIENS?

Do przetestowania wody perfumowanej Oriens by Van Cleef & Arpels przyciągnął mnie biżuteryjny, masywny, luksusowy flakon, symbolizujący esencję życia, ciepło i pozytywną energię Wschodu (korek wygląda niczym klejnot).

Do niniejszej recenzji jako lokację specjalnie wybrałam las, bowiem buteleczka przypomina mi również maleńkiego grzybka, który schowany gdzieś w trawie, nie zostaje zauważany. Podobnie jak szczęście, a przecież ono jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko uważnie patrzeć sercem.

Wybierając zapach Oriens poszukiwałam chwil błogości, inspirującego uśmiechu losu, chciałam eksponować zmysłowość, otrzymać spokój.

INSPIRACJA

Kompozycja została stworzona w hołdzie tajemniczych, nieodkrytych skarbów ukrytych gdzieś w Chinach…

SKŁADNIKI ZAPACHOWE ORIENS

Oriens rozpoczyna się koktajlem słodkich, mocno dojrzałych owoców czarnej porzeczki, maliny i nadającej nieco przyprószony charakter – mandarynki, przez co nie jest zimny, cierpki czy ostry. Stonowany, elegancki charakter pachnidła zawarto w nucie serca, którego bezpretensjonalnym władcą jest jaśmin; choć z natury jest wątły i delikatny, uczyni nie jedną kobietę ikoną szyku. Wnikliwi fani perfum wyczują od razu nawet nutę bazową, złożoną z egzotycznej paczuli, migdałów, wanilii i pralin.

JAKI MA CHARAKTER? JAK NA MNIE PACHNIE?

Recenzowany zapach od pierwszych chwil niepozornie przenika przez skórę lub „trzyma się” tuż nad powierzchnią, utrudniając sobie dobre rozwinięcie się, ale co istotne nie atakuje nosa drażniącymi składnikami, po których często wydajemy błędną opinię. To bezpieczne, bliskoskórne pachnidło, którego woń podąża za mną i w zależności od temperatury czy hmm podzielności uwagi ujawnia się lub na chwilę znika. Aromat wówczas staje się intrygujący, kuszący, sensualny; prawdziwie szyprowy. Pachnie na mnie kadzidłem, bursztynem, śliwką w czekoladzie, wanilią, białymi kwiatami i nutą drzewno – owocową – tak przynajmniej twierdzą osoby przebywające w moim towarzystwie. Przywołuje wspomnienia spacerów po lesie podczas upalnego wieczoru, specyficzny zapach palonego ogniska, wytrawnego wina… Czyż nie jest wyrazem… wolności?

KOMU SZCZEGÓLNIE POLECAM?

Upajająca symfonia owoców, jaśmin dodający wyjątkowej kobiecości i prawdziwie orientalny finał wody Oriens intensyfikujący siłę nuty głowy i środkowej przekonały mnie do siebie i pozbawiły uprzedzeń, że w cudownej oprawie nie kryje się ładny zapach. Muszę przyznać, że Oriens to kompozycja naprawdę przyjemna i łagodna; sprawia, że czuję się pięknie, jest cieplutka, spokojna, wyważona, otulająca. Żaden z komponentów nie dominuje, wszystkie „płyną” własnym „prądem”.

Myślę, że miłośniczki słodyczy, ale takiej stonowanej, nie lepkiej a spokojnej, w której niemal niezauważalnie przechodzi świeżość; słodyczy złączonej z typowo orientalnymi składnikami, skuszą się na Oriens. Osoby kolekcjonujące perfumy zapewne nie pogardzą zjawiskową buteleczką.

MUST HAVE NA LIŚCIE ZAPACHÓW

Oriens przypadł mi do gustu, polecam Wam go przetestować, był na mojej liście must have od momentu premiery. Potrafię go zrozumieć a nie odrzucać bez zastanowienia, bez namysłu nad nim. Nawet gdybym nie znała spisu nut, kupiłabym go „w ciemno”, prezentuje się przepięknie, mieni się kolorami zachodzącego słońca, zwiastującego nowy, jeszcze lepszy, szczęśliwszy dzień.

OPINIE ZNAJOMYCH NA TEMAT ORIENS

Bartek (39) – Kobieta Oriens jest dyskretna, delikatna, nie narzucająca się, emanuje zmysłowością przez cały dzień. Jest raczej dojrzała, z doświadczeniem w miłości, potrafi rozpoznać potrzeby swojego mężczyzny; kontroluje swoją ekstrawagancję. Oriens to zapach słodki, ale nie narzucający się, trzyma się przy skórze i otacza właścicielkę przyjemną, orientalną aurą. A gdyby dodać do tego nieco chłodniejszego cynamonu lub musującego różowego pieprzu? Byłoby ciekawie, bardziej pikantnie.

Paweł (45) – Oriens to najspokojniejszy zapach perfum jaki kiedykolwiek czułem. Nie chodzi mi o to, że jest bez polotu czy coś w tym stylu, po prostu jestem zdziwiony, że są produkowane jeszcze takie pachnidła, w dobie szybkiego świata, gdzie nie ma czasu na przemyślenia. Oriens tego wymaga; można przy nim zamyślić się na wiele godzin.

Ewa (25) – Po wodzie perfumowanej Oriens spodziewałam się ostrych, świeżych, przenikliwych akordów i szczerze powiedziawszy bałam się go, jak się okazuje niepotrzebnie, gdyż otrzymałam zmysłowy miks owoców połączonych z moim ulubionym kwiatem jakim jest jaśmin. Podoba mi się ten zapach, raczej na wieczór, ewentualnie wczesne popołudnie. Kupiłam go w Perfumeria.pl

ORIENS NICZYM OKO HORUSA

Największym skarbem człowieka jest szczęście, na szczęście składają się zdrowie, miłość, radość; dla każdego z nas to szczęście inaczej jest definiowane. Ten zapach jest tak ciepły, bezpieczny; orientalny. Jest jak egipskie Oko Horusa (dlatego umieściłam symbol na zdjęciach) – kojarzy mi się z młodością (stąd outfit: kurtka jeansowa), odrodzeniem i ochroną.

GDZIE KUPIĆ PERFUMY ORIENS?

To pytanie często pojawia się w mailach i wiadomościach na moim fb. Omawiany zapach kupicie na stronie Perfumeria.pl.

Na stronie perfumerii (znam ją kilka ładnych lat) znajdziecie tylko oryginalne zapachy (damskie i męskie), kosmetyki do pielęgnacji ciała, twarzy oraz kolorówkę. Dotychczas ze znajomymi robiłam tam wspólne zakupy i byłam zadowolona. To moje pierwsze spotkanie z perfumami stamtąd i jak widać satysfakcjonujące. Śmiało polecam Wam zajrzeć do tej perfumerii, zaoszczędzicie czas i ograniczycie sobie stresowe sytuacje.

Znacie perfumy Oriens? Czym dla Was jest szczęście?

Nuty zapachowe w perfumach Lovely Sarah Jessica Parker

Komplementy na temat perfum otrzymuję wtedy kiedy (o zgrozo!) dany zapach mi się nie podoba, bo np. akurat go testuję lub (na szczęście) jeśli coś nowego mam w kolekcji. Kiedy kupiłam wodę perfumowaną Lovely by Sarah Jessica Parker, moi znajomi stwierdzili, że bardzo do mnie pasuje, wyczuwają charakterystyczną nutkę pieprzu (choć nie ma nie ma w składzie), która kojarzy im się z siłą i pewnością siebie.

Na pewno pojawią się pytania do jakich innych perfum Lovely są podobne, gdzie je kupiłam i jakie składniki zapachowe zawierają? Lovely kupiłam w Rossmannie, w noworocznej promocyjnej cenie, zapłaciłam nieco ponad 100zł za pojemność 50ml (na rynku jest jeszcze wersja 30ml i 100ml).

Były to pierwsze przeze mnie użyte perfumy w 2017. Spodobały mi się od razu, gdyż ostrzejsze nuty  zawsze będą modne, charakteryzują się niesamowitą wyrazistością i grają pierwsze skrzypce w danym zapachu, skutecznie tłumiąc pozostałe akordy.

Lovely przypominają mi trzy pachnidła, które kiedyś miałam: Dior Pure Poison (mają w sobie m.in. kwiat pomarańczy i gardenię, co daje pikantny, nieco dymny, kadzidlany powiem świeżości), Oriflame Paradise (zawierają różowy pieprz) i Jennifer Lopez Glow. We flakonie dostrzegam inspirację stylem vintage (korek) i elegancją (gładkie szkło, złote litery).

Woda perfumowana Lovely rozpoczyna się zaskakującą mieszanką świeżych, chłodnych nut mandarynki i bergamotki, jabłkowego martini, delikatnej lawendy z drzewnymi (palisander), co daje musujący, esencjonalny, mocny początek, w którym lekka słodycz się tli. Nuta serca tworzy ten ponadczasowy, orientalny, pieprzny akcent, gdyż zawarto w niej paczulę, orchideę i płatki narcyza. Kolejny akord drzewny pojawia się w ostatniej fazie, mamy tutaj drzewo cedrowe, biały bursztyn oraz piżmo.

Zapach łączy w sobie skrajności, z jednej z strony świeżość i śmiałość, z drugiej delikatność i romantyzm. Perfumy od S. J. Parker budzą więc pozytywne skojarzenia, przyjemnie się noszą, przypominają mi dawne czasy, kiedy eleganckie damy dworu mogły tylko ładnie pachnieć i pięknie wyglądać.

Masaki Matsushima Snowing Rose (recenzja perfum)

Masaki Matsushima w kompozycji Snowing Rose (z ang. Śnieżna Róża) chciał zabrać nas do świata fantazji, gdzie wszystko jest subtelne, zmysłowe, gdzie nawet śnieg traci swój chłód… To jedna z nielicznych selektywnych, w których czuję zapach kalonu (akordu morskiej bryzy, świeżego powietrza).

Nuty zapachowe

Świat fantazji jest jednak przewrotny, tam przecież wszystko jest możliwe; poddaje się naszej woli, wyobraźni, życzeniom, intencjom. Już wiem o co Matsushimie tak naprawdę chodziło. Snowing Rose odbieram jako woń delikatną, niewinną, pełną wdzięku, ale ukazująca swoje drugie oblicze – jako zmrożoną, schłodzoną, świeżą, przyjemnie drażniącą nozdrza. Wspominałam o aromacie kalonu. W składzie go nie ma, ale akord wodny, bergamotka, bajkowy sorbet z białej brzoskwini, róża, magnolia, kwiat lotosu i białe piżmo powoduje, że moja wyobraźnia podsuwa mi myśli i obrazy o świeżym powietrzu po burzy, morskiej bryzie, zimowym poranku. To wszystko tworzy efekt niepowtarzalny, nowoczesny, stanowczy, emanujący totalną świeżością, przyjemnym chłodem.

Flakon Snowing Rose

Pamiętacie klasyczną grę Tetris? Spójrzcie na flakon Snowing Rose, wygląda jak element wciągającej układanki, albo jak numer Jeden. Patrząc na niego i próbując połączyć wewnętrzny i zewnętrzny napis Snowing Rose mamy efekt rozmycia, jakby 3D. Niektórym osobom buteleczka kojarzy się z pistoletem, cóż, to świetna broń na zły nastrój.

Zapach jest radosny, esencjonalny, pieszczący marzenia. Najczęściej stosuję go podczas sesji motywacyjnych lub medytacji, bo kojarzy mi się z głębokim oddechem (efekt jak po miętowych, „lodowych” cukierkach ice), momentem kiedy wreszcie z zatłoczonego pomieszczenia wychodzimy na dwór – w mroźny, bezwietrzny dzień i szybko łapiemy odurzające powietrze.

Kto go polubi?

Kto nie preferuje zapachów czysto kwiatowych, słodkich, orientalnych, ciężkich, trudnych w rozumieniu a lubi odkrywać świat i pragnie zmienić swoje życie Snowing Rose okaże się nieszablonowym, niesztampowym, po prostu wartym uwagi.

Zapach – Motywator

Uwielbiam Snowing Rose za to, że ma na mnie korzystny wpływ, mam więcej energii, czuję się rześko, moje samopoczucie poprawia się. Wprowadza uczucie szczęścia i dobrostanu – najatrakcyjniejsze elementy piękna; jestem zrelaksowana, odprężona, ale też pełna gotowości do podjęcia wyzwań, skoncentrowana na zadaniu. Dzięki niemu tworzę obrazy tego czego chcę, wszechświat nie lubi bezczynności, lubi szybkość.

Zalety perfum Snowing Rose:

- odświeżające, nowoczesne

- poprawiają nastrój i pozytywnie działają na samopoczucie

- przywołują wspomnienia o zapachu morza, chłodnego zimowego powietrza

- charakteryzują się dobrą trwałością

- flakon zwracający uwagę

- nuty kwiatowe połączono z cytrusami, dzięki czemu zapach nie jest przytłaczający i ciężki

- polecane na każdą okazję

Gdzie kupić Snowing Rose?

Woda perfumowana Snowing Rose dostępna jest stacjonarnie tylko w Sephorze a internetowo – u oficjalnego polskiego dystrybutora – perfumerii Dex Plus.

Gdzie kupić perfumy Jeanne Arthes Amore Mio? (recenzja)

Bywa tak, że o ciekawych perfumach słyszy tylko garstka pasjonatów. W tymże wpisie chcę zarekomendować Wam uroczą i atrakcyjną cenowo wodę perfumowaną prosto z Francji.

Pachnące hity od Jeanne Arthes

Markę Jeanne Arthes, jej historię i bogatą ofertę zapachową poznałam kilka lat temu, kiedy pracowałam w sieci drogeryjnej Hebe. Do dziś podobają mi się kultowe pachnidła: Romantic i Perpetual Pearl. Gdyby nie oficjalny dystrybutor – perfumeria DexPlus – nigdy nie doszłoby do magicznego spotkania z Amore Mio, nieoficjalnie nazywaną nektarem uwodzenia z rajskiego ogrodu.

Amore Mio z języka włoskiego oznacza Moja Miłość, cała seria zapachów o tym tytule ukazuje ten piękny stan jako znaczny fragment linii życia i podstawowe uczucie człowieka.

Flakon grzechu warty

Niniejszą wodę perfumowaną zamknięto w sugestywnym flakonie z matowego szkoła w kształcie jabłka, zwieńczonego delikatną zatyczką w formie srebrnego wijącego się węża, który można później wykorzystać jako ozdobę dopinaną do łańcuszka. W buteleczce dostrzegam inspirację biblijną opowieścią o Adamie i Ewie, całość symbolizuje kuszący i nieodparty czar miłości. Jeanne Arthes w niniejszej kompozycji kontynuuje gawędę o poszukiwaniu głębokiego uczucia.

Składniki zapachowe

Pozwalając sobie na czarującą, ujmującą chwilę zapomnienia, w mgnieniu oka przenoszę się do zmysłowego świata romansu. Nutę głowy w Amore Mio rozpoczyna eksplozja soczystych, słodkich, dojrzałych owoców i cytrusów, tj. zielonego jabłka, chińskiej śliwki liczi, czarnej porzeczki i sycylijskiej cytryny. Każdy z aromatów odkrywam stopniowo i powoli. Gdyby zamiast czarnej porzeczki zawarto by liście tego owocu i zestawiono tylko z cytryną, charakter zapachu zmieniłby się na ostrzejszy i chłodniejszy, a takiej kompilacji wolałabym uniknąć. Akord środkowy w Amore Mio z każdą kolejną minutą ewoluuje, staje się bardziej musujący, orzechowy, wiśniowy. W nucie serca zawarto powiem akcent kwiatu kwitnącej wiśni (symbolu delikatności), bukietu białych kwiatów, migdałów i gruszki. Do nuty bazowej, trzymającej w ryzach zapach, jakby okalającej go, stanowiącej o dobrej trwałości, należy głęboka, sensualna woń wysoce cenionego w przemyśle perfumiarskim kwiatu frangipani, fasoli tonka, białego drzewa cedrowego i białego piżma.

Zapach Amore Mio nie wpada w tonację zimną – ciepłą lub odwrotnie. Przez cały czas trwania na skórze pozostaje niesamowicie przyjemny, bo ciepły, delikatny, łagodny, kuszący, pełny romantyzmu i uczuciowości, znakomicie układa się na skórze. Powstał w oparciu o najlepsze olejki zapachowe produkowane w Grasse, globalnej stolicy perfum.

Kanał komunikacji

Amore Mio od kilku lat wspaniale umila mi wiosnę i lato, serwując niezapomniane wrażenia. Nie nudzi mi się a fascynuje i intryguje, niczym feromony wysyła niewidzialny sygnał, podkreślając mój magnetyzm. Kojarzy mi się z kobietą romantyczną, wrażliwą, tajemniczą, znającą skuteczne metody uwodzenia mężczyzn, mimochodem przejmując nad nimi kontrolę.

Zrecenzowany zapach możecie nabyć stacjonarnie jedynie w drogerii Hebe i w perfumerii internetowej DexPlus.

jeanne arthes amore mio hebe

 

Perfumy bez korka… Adidas Born Original (recenzja)

Born Original (EDP) to drugi zapach marki Adidas, który zagościł na mojej toaletce. Pierwszą wodę kupiłam w 2000 roku, zatytułowana była Adidas Woman Sport, pomimo nazwy była to kompozycja dosyć elegancka i „dojrzała”.

Flakon Adidas Born Original obok chociażby Naomi Campbell Cat de Luxe, Cat de luxe With Kisses czy Jeanne Arthes Boum Vanille Sa Pomme d`Amour nie posiada korka a jedynie małą srebrną blokadę przed przypadkowym użyciem przez co, nie oszukujmy się wygląda ubogo, jak tester. Jednakże buteleczka broni się słodko – rześką, dynamiczną zawartością.

Niniejsza kompozycja zapachowa jest niczym zabawa, wyraża tęsknotę za wolnością i byciem sobą w 100%, to swoisty owocowy i soczysty koktajl, który (dosłownie) chciałoby się wypić.

Born Original tuż po aplikacji eksploduje świeżym i smakowitym akordem zielonego jabłka z toffi w towarzystwie zimnej, cierpkiej bergamotki. Morela i pomarańcza niwelują eksplozję zimnej świeżości i osładzają zapach. Nieco później wyczuwalny jest egzotyczny kokos, zmysłowy kwiat jaśminu, zaś w nucie bazowej, ostatniej, akord fasoli tonka i drzewa cedrowego.

Choć prezentowany jest jako pachnidło sportowe, świeże, w którym składniki kontrastują ze sobą zamiast harmonijnie się dopełniać; dedykowane paniom pełnym energii, wyobraźni i kreatywności, oceniam je jako ciepłą, słodką kompozycję, ale w której tylko początkowo czuję wspomnianą świeżość.

Muszę przyznać, że to całkiem przyjemny zapach, trwałość ma dobrą; w ogóle nie kojarzy mi się z marką Adidas, być może przez to, że testowałam wcześniej totalnie świeże perfumy. Warto sprawdzić Born Original i „naładować” się pozytywną energią, uwolnić twórczą naturę, podkreślić nasz indywidualny a przez to unikalny potencjał. Fajny, dzienny, nie tłumiący uczuć i myśli.

Marka Adidas kreując zapach Born Original postawiła zasadnicze pytanie „Kiedy tak naprawdę się rodzimy?. Odpowiedź jest dziecinnie prosta, wtedy kiedy odnajdujemy swoje prawdziwe Ja.

Świat nie jest czarno – biały i nie ma jednej prawdy, nie istnieje jedna właściwa odpowiedź. Widzenie świata zależy wyłącznie od nas samych, kierujmy się intuicją, która zaprowadzi nas we właściwe miejsce. Adidas Born Original swoim przesłaniem pozwala nam to zauważyć a my powinniśmy to wykorzystać.

ARTISTRY Flora Chic (recenzja perfum)

ZAANGAŻUJMY ZMYSŁY

Kiedy poznaję nowy zapach perfum i oczami wyobraźni widzę jaka kobieta byłaby właściwą adresatką oznacza to, że wybrane przeze mnie pachnidło jest wyjątkowe, obok którego nie sposób przejść obojętnie, opowiada romantyczną historię od początku do końca i zawsze ma szczęśliwe zakończenie, pełne refleksji i pozytywnego przekazu. W innym przypadku, gdy trudno jest mi wyobrazić sobie piękną opowieść, nie zwrócę szczególnej uwagi na dane perfumy. Aby je zrozumieć trzeba zaangażować zmysły.

FLAKON 

ARTISTRY prezentując zapach Flora Chic zwraca uwagę na kwiatowy charakter, który znakomicie podkreśla kobiecość i elegancję. Kampania reklamowa przedstawia niewinną, romantyczną, delikatną kobietę ceniącą luksus i radosne, wyjątkowe chwile.

Stylowy flakon jest synonimem wygody, zwiewności i zmysłowości, stanowi połączenie dwunastu elementów z różowego szkła i dekoracyjnej wstążki z surowego jedwabiu, zaś dopełnieniem jest złoty korek wyściełany aksamitnym materiałem. Buteleczkę wykonano bardzo starannie, przywodzi na myśl prestiż, kobiecość i ekskluzywność w najlepszym wydaniu.

Mistrzostwo wykonania idzie w parze z mistrzowską perfumerią – formuła recenzowanej wody perfumowanej została opracowana wyłącznie dla ARTISTRY przez prestiżowy dom perfumeryjny Flavours and Fragrance House of Givaudan, który posiada ponad 250 lat doświadczenia w tworzeniu najbardziej pożądanych pachnideł świata.

Długo czekałam na nowość perfumeryjną od ARTISTRY. Pewnie jesteście ciekawi z czym kojarzy mi się Flora Chic..? Otóż mając na sobie te perfumy przenoszę się 60 lat wstecz, do romantycznych lat 50tych ub. wieku w USA. Wówczas „romanse” były luksusem dostępnym dla ludzi posiadających dużo wolnego czasu, kiedyś prawdziwa miłość naprawdę istniała. Flora Chic zniewala mnie emocjonalnie i wplata w niekończącą się pętlę zachwytu. Owa miłość nadaje mojemu życiu sens a efektowna Flora Chic jest znakomitym łącznikiem. Sprawdźcie dla przekonania.

NUTY ZAPACHOWE

Flora Chic z ang. oznacza Kwiatowy Szyk. Już na samym początku zaskakuje racząc mnie świeżymi, zimnymi cytrusowymi nutami francuskiej klementynki, koi subtelną słodyczą, miękkością bułgarskiej róży, zaś egzotyczna esencja ylang ylang z Madagaskaru nadaje całości lekkiej pikanterii.

„Obecnym trendem zapachowym w Europie są nuty kwiatowe, często odważne. Natomiast Japończycy uwielbiają łagodniejsze zapachy, które są orzeźwiające i lekkie. Amerykanie zaś gustują w mieszankach kwiatowych z różnymi domieszkami. Preferencje wynikają z różnic kulturowych i przyzwyczajeń wonnych.” – mówi Marypierre Julien, perfumiarz Givaudan.

Jeśli myślicie, że zapach jest pudrowy, ciężki, słodki to jesteście w błędzie. Flora Chic gładko układa się na skórze, harmonijnie odkrywając trzy kluczowe składniki. Choć akord cytrusowy musuje (może kojarzyć się z wodą Wistful), róża uwodzi zmysłowością a ylang ylang jest kremowy i z ziemistym podtekstem, Flora Chic jest propozycją lekką, nie boję się powiedzieć – grzeczną, która w mgnieniu oka przenosi do krainy marzeń nie pozwalając o sobie zapomnieć. Sądzę, że wiosną i latem, kiedy pogoda będzie nas rozpieszczać, Flora Chic wychwycimy więcej zimniejszych, rześkich, świeżych składników (przeczytajcie dalej komu rekomenduję ten zapach), zaś jesienią i zimą ylang ylang w towarzystwie róży wyjdzie na prowadzenie.

Perfumy o kwiatowym charakterze są idealnym wyborem jeśli chcemy podkreślić kobiecość, szyk, oczarować otoczenie, otulić się zapachem wspomnień. Woda perfumowana Flora Chic skomponowana przez doświadczonych specjalistów ds. perfum jest połączeniem finezji, magnetyzmu i zmysłowości, odzwierciedla romantyzm, miłość, niewinność. Jest godna uwagi, długotrwała i niezwykle przyjemna w odbiorze, z ogromnym zainteresowaniem obserwuję jak rozwija się na mojej skórze.

Polecam szczególnie paniom o energetyzującym usposobieniu, bo być może wyczują we Flora Chic więcej cytrusowych akcentów niż ja. Myślę, że romantyczki odnajdą ulubione nuty w sercu kompozycji. Woda Flora Chic od ARTISTRY pasuje na wiele okazji. Z powodzeniem można nosić ją o każdej porze roku, porze dnia, przez co staje się propozycją uniwersalną, jednakże kryjącą w sobie moc kwiatów, za każdym razem ujawniających w inny sposób swoje magiczne oblicze.

Więcej informacji na temat marki i niniejszej wody perfumowanej znajdziecie na oficjalnej stronie firmy Amway a ja podaję Wam link do sklepu internetowego, tam możecie zamawiać Florę Chic.


https://www.amway.pl/product/119630,artistry-flora-chic-eau-de-parfum#product_overview